• Wpisów:222
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 20:43
  • Licznik odwiedzin:24 250 / 2615 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Właśnie, moi Drodzy. Nie wiem czy mam problem, czy go nie mam. Ale raczej to pierwsze. Nie mam weny twórczej na pisanie zupełnie innych wpisów na dwa blogi. Teraz nie wiem czy jest sens pisania tutaj czegokolwiek, bo nie wiem czy ktoś to czyta, a na blogspocie jakieś odezwy od innych mam. Więc problem jest. Jeżeli nikt tego nie czyta, a tak zapewne jest, zaprzestaję prowadzenia tego bloga. Dobranoc!
 

 
Właśnie założyłam bloga na blogspot.com i tam również będziecie mogli mnie czytać.. mam nadzieję, że jednak tam znajdę większą liczbę osób, które będą zainteresowane rozmową na temat sportu. A teraz zyczę Wam miłej i spokojnej nocy!

http://sport-myprivatelife.blogspot.com/
 

 
Rozpoczął się sezon 2013/14 w polskiej PlusLidze. Swoje mecze rozegrały przede wszystkim zespoły, które w ubiegłym sezonie odgrywały największą rolę, a mianowicie Asseco Resovia Rzeszów oraz ZAKSA Kędzierzyn-Koźle z nowym trenerem na czele - Sebastianem Świderskim. V-ce Mistrzowie kraju wygrali z Czarnymi Radom 3 (25:22 25:16 25:17), natomiast Mistrzowie Polski pokonali BBTS Bielsko-Biała również za 3 pkt 26:24 25:20 25:23 w setach. Fani PGE Skry Bełchatów także mają twarz przysłoniętą niemałym uśmiechem, ponieważ ich ulubieńcy dali radę LOTOSOWI Trefl Gdańsk 3:1 (23:25 25:15 25:21 25:20). Politechnika Warszwska-Effector Kielce 3. Można więc rzec, że jak na razie zaskoczeń brak. Mam nadzieję, że ten sezon będzie równie ciekawy, pełen emocji, jak najlepszych i najpiękniejszy meczów, a przede wszystkim dobrych wyników w Lidze Mistrzów i Pucharze CEV w wykonaniu naszych zespołów ligowych. Liczę też na dobre występy siatkarek, o nich nie wolno zapominać.

A może teraz pomarzymy trochę o zbliżającym się sezonie w trochę innych dyscyplinach sportu.. ? :>
 

 
Tak, przegrali. Niestety w tym wypadku należy powiedzieć: "Jak zazwyczaj!". Kiedyś napisałam znamienite słowa: "Zaczęło się tak pięknie, a skończyło się jak...zawsze". Może nie jak zawsze, bo ostatni mecz z San Marino wygrali...teraz już nie macie wątpliwości, o kogo mi chodzi. Drogi Dziennikarzu. Sypie Pan bardzo niemiłymi komentarzami w stronę siatkarzy, bo przegrali 3 ważne turnieje, mówi Pan, że "mit" o siatkarskiej potędze się skończył. Mit? Skończył? Może to ja Pana źle zrozumiałam, ale Pana komentarze brzmią jak obelga w stosunku do polskiej Reprezentacji. Z drugiej zaś strony namawia Pan przede wszystkim do wspierania, kibicowania i niezapartej wiary w piłkarzy. Owszem, to jest ważne przed i w trakcie każdego meczu, jak i przez cały czas. Tylko czemu Pan w taki sposób nie odnosi się do siatkówki? Bo nie lubi jej Pan? To może lepiej nie udzielać się w sprawie kadry, która mimo wielu niepowodzeń w ostatnim czasie osiągnęła jednak zdecydowanie więcej niż futbolowa. W dodatku nie tylko kadra. My w Lidze Mistrzów mamy 3(!) zespoły PlusLigi, w Pucharach niższej rangi również nie brakuje naszych ekip. Prośba do Pana, choć wiem, że Pan tego nie przeczyta, żeby więcej takich komentarzy w kierunku naszych chłopaków, trenera i jego zmiany nie było, bo polski trener w siatkówce da tyle samo, co Fornalik (i każdy wcześniejszy, może poza Leo Beenhakkerem), czyli NIC, ZERO. A wieszanie psów na Anastasim nie jest odpowiednie. Jeżeli zmieniać trenera, to w przyszłym roku, po MŚ. Nowy trener nie da rady odbudować reprezentacji, będzie miał na to bardzo mało czasu, a porównywanie tej sytuacji do tego, co się działo w Rosji jest najmniej adekwatne. Tamci zawodnicy nie mieli takiego przestoju "za czasów" Wladimira Alekno, oni grali siatkówkę niemalże taką samą, co wcześniej, a więc nowy trener nie musiał się tak gimnastykować. A naszym chłopcom potrzebny jest dobry trener, który potrafiłby ich psychicznie dobrze przygotować do meczów, bo grać potrafią.. a taki trenerem był dotychczas właśnie Andrea Anastasi.
To jest tylko i wyłącznie moje zdanie..rozumiem, że ważna jest krytyka, ale nie w taki sposób..


A Polacy przegrali 0:1 z Ukraińcami. Wiara również nic nie dała, wiara w bardzo małe, bo bardzo małe, ale możliwości w awans na MŚ. Ja również wierzyłam, trzymałam kciuki. To nic nie dało. Jednak, nie chcąc zachować się jak pewien dziennikarz, którego imienia nie chcę przytaczać, bo to nieodpowiednie, powiem Wam, moi Drodzy, że bardzo wierzę nadal w naszą kadrę i mam nadzieję, że to wszystko kiedyś się skończy. Bo wiara i nadzieja w każdym momencie, CZY TO DOBRYM, CZY ZŁYM, jest podstawą.

A tu łapcie naszego "polskiego Włocha", który mimo, że Włochem jest, Polakiem też się czuje..I to widać. Jednak ojciec pozostawił ważny ślad w sercu Michała.
  • awatar karmelka<3: zawsze Łasko lubiłam.Fajnie widzieć go śpiewającego hymn.Szkoda tylko że jest po tej drugiej stronie siatki :(
  • awatar Becky.: No niestety :c
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zacznijmy od rzeczy jak dla mnie.. no dobra, nie najważniejszej, ale bardzo ważnej. Michael Biegler powołał szeroki skład na zbliżający się turniej Super Cup, który odbędzie się w listopadzie w Niemczech. Oprócz oczywiście Polaków i Niemców wezmą w nim udział reprezentacje Egiptu i Szwecji.
Oto skład biało-czerwonych:
1. Szmal Sławomir - Vive Targi Kielce
2. Bielecki Karol - Vive Targi Kielce
3. Jurecki Michał - Vive Targi Kielce
4. Rosiński Tomasz - Vive Targi Kielce
5. Grabarczyk Piotr - Vive Targi Kielce
6. Chrapkowski Piotr - Vive Targi Kielce
7. Wichary Marcin - Orlen Wisła Płock
8. Morawski Adam - Orlen Wisła Płock
9. Wiśniewski Adam - Orlen Wisła Płock
10. Jurkiewicz Mariusz - Orlen Wisła Płock
11. Syprzak Kamil - Orlen Wisła Płock
12. Orzechowski Robert - Górnik Zabrze
13. Kuchczyński Patryk - Górnik Zabrze
14. Kubisztal Michał - Górnik Zabrze
15. Krajewski Przemysław - KS Azoty Puławy
16. Szyba Michał - KS Azoty Puławy
17. Zadura Przemysław - MMTS Kwidzyn
18. Daszek Michał - MMTS Kwidzyn
19. Łucak Jakub - SPR Chrobry Głogów
20. Pilitowski Maciej - MKS Piotrkowianin Piotrków Trybunalski
21. Gumiński Wojciech - Zagłębie Lubin
22. Kostrzewa Damian - SPR Stal Mielec
23. Szpera Marek - SPR Stal Mielec
24. Jurecki Bartosz - SC Magdeburg
25. Jaszka Bartłomiej - Fuesche Berlin
26. Wyszomirski Piotr - Csurgoi KK


Jest trochę niespodzianek. Nie, nie oszukujmy się, dużo niespodzianek. Jednak trzeba pamiętać, że to szeroka kadra, jak i też o tym, że młodym trzeba dawać jak najwięcej szans na grę w takich turniejach, ponieważ mają szansę się "ograć" a przecież to nasza przyszłość i duma narodowa! Niestety w składzie zabrakło Krzyśka Lijewskiego, za to pojawi się w końcu długo oczekiwany młodszy z braci Jureckich - Michał.

Teraz może trochę na rozluźnienie atmosfery: Marcel Hirscher w swoim, jak to napisał na facebook'u, "going faaaaast ))" ! Niesamowite, prawda? Zjeżdżać z taaaaaką prędkością z taaaakiej góry po taaaakich zawodnikach - bądź przed nimi - jak Svindal, Ligety, Jansrud, Kucera, Hudec, Eriksen, Defago, Janka, Grosjean, oooj, wymieniać by i wymieniać, ale nie starczy na to miejsca i czasu. Szczerze mówiąc, część nazwisk bardzo ważnych wyleciał mi z głowy. Co oczywiście zmieni się za miesiąc, w trakcie sezonu dziwnym trafem wymieniam mnóstwo nazwisk z pamięci ze sportów zimowych.

A oto ww. Marcel Hirscher pozujący do zdjęcia z magiczną liczbą w tle. Czyż to nie jest piękne? Przesympatyczny człowiek (choć go nie znam, w sumie nie powinno się mówić takich rzeczy o nieznanym sobie osobiście ludziom).
 

 
Dla kogo brawo? Ach, zaskoczę Was! Tym razem parę słów o piłce nożnej. Ale trochę nietypowo. Wiadomo, w najbliższym czasie nasi reprezentanci grają z Ukrainą w el. MŚ 2014, już tak właściwie w tym kraju wylądowali i zostali mile przywitani. Lecz nie o tym dziś mowa. Może ktoś z Was słyszał o napastniczce z kadry naszego kraju do lat 17? Jak nie (bo ja się przyznam, że do tej pory o niej nie słyszałam, ale nic dziwnego - piłka nożna, a tym bardziej kobiece, nie są moimi mocnymi stronami. Choć wiem, co to jest spalony(!), znam zawodników, których znać się powinno (tak mi się wydaje) i czasem lubię obejrzeć ciekawy mecz i emocjonować się razem z tatą), to teraz usłyszy o niej niemalże cały świat, a już na pewno Stary Kontynent! Taką mam przynajmniej nadzieję, gdyż na taaakie talenty należy zwracać szczególną uwagę. Ewa Pajor została uznana najlepszą zawodniczką Europy do lat 17. Jest to na pewno ogromny sukces dla tej zawodniczki, jej rodziny, przyjaciół i koleżanek, ale też zdecydowanie powód do dumy dla Polski, prawda? Jedna prośba - nie zepsujcie jej.. jakże to wiele talentów dobrze zapowiadających się na przyszłość zaczęło obrastać w piórka dzięki naszym mediom, nagłaśnianiu sprawy i nadmiernemu chwaleniu. Owszem, nie twierdzę, że nie należy tego robić. Nawet powinno się. Ale umiar znać trzeba. Trochę jak aurea mediocritas, tylko w wersji sportowej.. Trzeba uważać, bo młodzi ludzie, w tym ja również, są podatni na takie rzeczy i mogą w pewnym momencie wyjść z założenia, że nic im więcej nie potrzeba, że nie potrzebują więcej treningów, bo przecież są najlepsi. Czasem dobra opinia i pochlebstwa motywują jeszcze bardziej, ale do czasu.. nie chcę ogólnikować, bo nie ze wszystkimi tak jest, ale czy jak za często się nas chwali, mówi, jacy to nie jesteśmy wspaniali, to nie popadamy w samozachwyt i stwierdzamy, że tak będzie już do końca? Nie ze wszystkim jest jak z jazdą na rowerze i nawet najlepsi zawodnicy świata w jakiejkolwiek dziedzinie sportu muszą dzień w dzień ciężko trenować, wylewać hektolitry potu i czasem nawet krwi, żeby nie stracić tego, czego się do tej pory nauczyło. Nawet jazdy na rowerze można zapomnieć, uwierzcie mi na słowo.. Przepraszam za taką dygresję, ale nie mogłam się powstrzymać. Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej! Takiego motta na dzień dzisiejszy się trzymajmy, a teraz zabieramy się do ćwiczeń. Trzeba do wakacji ładnie wyglądać, a to przecież już za 9 miesięcy! Zima idzie, a np. mój organizm reaguje nie fajnie Formę i figurę trzeba utrzymać. Do wieczora, moi Drodzy! Napiszę o przegranej Federera, co mnie nie cieszy, ale z drugiej zaś strony o tym, że pokonał go Gael Monfils, co cieszy mnie niezmiernie! Taki tam rozstrój myśli.

Trzymajcie się ciepło, ruszcie kuperki z kanapy, fotela czy na czym tam siedzicie.
 

 
Przepraszam Was za moją niesubordynację i niespełnianie "obiecanek-cacanek". Powinnam pojawić się wcześniej, ale szczerze mówiąc, brak weny twórczej jednak źle wpływa na człowieka.

Zacznijmy jednak od pierwszej części tytułu. Dwóch Mistrzów - zwycięstwo. Oczywiście chodzi mi o mój kochany tenis i właśnie dwóch wspaniałych zawodników. Nie, tym razem nie będzie mowy o Rogerze Federerze. Mam na myśli Rafę i "Djoka". Ale więcej słów o tym drugim. Mimo, że swoje pierwsze miejsce w rankingu stracił, to należą mu się ogromne gratulacje za swoje poczynania w ciągu sezonu 2012 i 2013. Choć oczywiście nie tylko. Z góry przepraszam Was za mój subiektywizm, ale nie jest to blog stricte dziennikarski i mogę sobie na to pozwolić, w końcu każdy ma prawo do swojej opinii, a zawarte na tym blogu treści właśnie to ukazują. Nie piszę do gazety i nie wypowiadam się w tv (choć mam cichą nadzieję, że kiedyś mi się to uda), ale i tam zdarzają się często przypadki braku obiektywizmu. Także, jeżeli kogoś urażę, to przepraszam. Staram się tego nie robić, bo należy cenić każdego zawodnika i każdego człowieka. Wracając do tematu. Moim zdaniem Novak nie ma takiego "polotu" w grze jak Federer, czy tym bardziej Sampras. Ale i Nadal takowego nie posiadał oraz starszy od Rogera Andre Agassi. Jedynie mam na myśli finezję gry, a nie jakość, żebyście mnie źle nie zrozumieli. Serb gra przepiękny tenis. Przecież na tych wiele miesięcy nie znalazł się na 1. miejscu rankingu ATP dzięki swojemu wyglądowi czy jedynie dzięki statusowi "tenisista". Żeby to osiągnąć trzeba się naprawdę dużo napracować, o czym sami dobrze wiecie. Podziwiam go za upór, walkę i to, w jaki sposób wraca często odrodzony po jakimś niepowodzeniu na kort. Wielu tego nie potrafi, prawda? A prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym jak kończą. W niedzielnym finałowym pojedynku z obecnym liderem rankingu wygrał. Wygrał w bardzo dobrym stylu, na jaki przystaje jeszcze ówczesnemu "number one". Klasa tych zawodników, Rafy i Djoka, napawa odrobiną entuzjazmu na następne lata, oby lata. Lecz oni nie będą grać wiecznie. Niestety. A świat tenisowy bardzo się starzeje..ale nie o tym mowa. Jestem zachwycona tym, co wielu zawodników pokazywało w tym sezonie. Widać serce, miłość, pasję i wylane hektolitry potu na treningach. Osiągają rzeczy, czasami by się zdawać mogło, że dla nas nie osiągalne. Jednak pamiętajcie, że trzeba wierzyć w swoje marzenia i dążyć do ich spełnienia. Kto wie, może łut szczęścia, talent i inne czynniki, składające się na sukces, pozwolą nam go osiągnąć?

Teraz druga część: notowania Holendrów na Soczi. Notowania dla Polski rzecz jasna. Obstawiają, że zdobędziemy 3 medale. 2, złoto i brąz, dla Królowej Zimy - Justyny Kowalczyk oraz srebro dla naszego Mistrza Świata - Kamila Stocha. Czy oby tylko 3 medale? Owszem, owe 3 medale były by niezłym wynikiem, ale tylko niezłym. Pamiętacie jak w Vancouver medal przywiozły panczenistki, zdobywając brąz w drużynówce i pokonując same NIEMKI? Dwóch krążków w kolorze silver nie poszczędził sobie Orzełek z Wisły, Adaś Małysz. Justyna przywiozła wówczas 3, każdy w innym kolorze. Łącznie mamy 6 medali. Teraz pomyślmy o Soczi 2014. Co prawda, rajdowca już nie ma, ale jest ciężko pracująca (obecnie w Ramsoau)Justyna Kowalczyk, jest drużyna w skokach i sam Kamil, a kto wie, czy któryś jeszcze by się nie pokusił o miłą niespodziankę. Nie zapominajmy o medalistkach z tegorocznych MŚ w biathlonie - Krysi Pałce i Monice Hojnisz. O medale mogą powalczyć oczywiście łyżwiarze szybcy. W PŚ 2013 nie obyło się bez polskich akcentów i sukcesów, dość znacznych. Nie zapeszajmy i nie pompujmy balona, bo nie sami Polacy startują na tych igrzyskach. Jest wielu, wielu, wieeeelu innych, którzy też będą walczyć o najcenniejszy kruszec w sporcie.

A siatkarze? Biedni siatkarze.. Zaczęło się na Krzyśku Ignaczaku. Kamerzysta Igła doznał niemiłej i bardzo bolesnej kontuzji barku, z boiska znosili go na noszach. Na szczęście badania i prześwietlenia nie wykazały uszkodzeń kręgosłupa, większych ubytków na barku. Oj, na szczęście, bo wyglądało i brzmiało to bardzo poważnie. Jako kolejny kontuzji doznał przyjmujący reprezentacji Polski - Michał Kubiak. Jemu jednak nic poważnego się nie stało i w najbliższym klubowym meczu powinien już zagrać. Kolej przyszła na Łukasza Żygadło, który niemalże od razu po meczu miał udać się na operację. I na koniec Michał Winiarski i jego nieszczęsny mięsień łydki. Pech szedł w parze ze szczęściem, bo jak się można łatwo teraz dowiedzieć - Winiar spodziewa się synka, który urodzi się za granicą (w Rosji), a Dziku córeczki wraz z narzeczoną Moniką.

Niestety kontuzjowanych jest jeszcze paru zawodników z nie naszej kadry, jednak nie mam miejsca, żeby ich wszystkich wymnieniać. NIe mam też miejsca, aby wypisać Wam wiele innych MEGA ważnych wydarzeń. Zbyt się rozpisałam. Ale na pocieszenie wrzucam nagranie, które sprawia, że na buźce gości natychmiast kilometrowy uśmiech. )
 

 
Po wczorajszej wygranej z Angelique Kerber 7:6 6:4 Agnieszka zakwalifikował się do półfinału turnieju w Pekinie. Właśnie rozpoczęła grę z światowym number one rankingu WTA - Sereną Williams. Na dotychczasowych 6 spotkań "Isia" nie wygrała jeszcze żadnego. Dziś ich siódmy wspólny mecz. Czy tym razem Polce uda się przełamać złą passę ? Młodsza z sióstr Williams przed momentem przełamała Polkę na 2:1. To nie jest dobry prognostyk na dalszą część spotkania. Agnieszka gra trochę ciężko, bez tego polotu, który towarzyszył jej podczas ostatniego spotkania z Sereną w Toronto, gdzie przegrała 6:7 4:6 po bardzo dobrym meczu z obu stron. Jednak, mimo pewnej przewagi Amerykanki, trzymam mocno kciuki za Polkę, niech w końcu uda jej się pokonać tę Wielką Mistrzynię tenisa ziemnego!

Dlaczego Rafa wrócił? I gdzie wrócił? Odpowiedź na pierwsze pytanie :
Wrócił, ponieważ miał niemal 7-miesięczną przerwę spowodowaną ciężką kontuzją kolana. A wrócił przecież nie tak dawno. Na dobre w swoim stylu pod koniec lutego.
Odpowiedź na drugie pytanie:
Wrócił na 1. miejsce w rankingu ATP. Z 5. miejsca, gdzie miał ponad 5000 pkt straty do ówczesnego No. 1 - Novaka Djokovica. Myślę, że jest bardzo niewielu zawodników czy zawodniczek, którzy byli by w stanie dokonać tak wielkiej rzeczy, czegoś tak niesamowitego. Z turnieju na turniej Hiszpan wraca do swojej optymalnej formy. Stara się nie przeciążać kolana i, póki co, wychodzi mu to dobrze. Choć będzie trudno mu to osiągnąć, to wierzę, że uda mu się dogonić Mistrza nad Mistrzami (dla mnie także wzorca nad wzorcami tenisowymi i osobowościowymi), Szwajcara Rogera Federera. Nie będzie to łatwe, jak już wspomniałam. Ale po Nadalu widać, że może, że potrafi. Brakuje mu 4 Wielkich Szlemów. Może tak być, że uda mu się przeskoczyć w ilości wygranych tych największych z największych turniejów Federera. Mnie trapi pytanie czy ja i wszyscy inni wielbiciele tenisa, szanujący osobę Rogera (bo zdarzają się tacy, którzy go nie "trawią" - co jest kwestią nastawienia do zawodnika i ja tego nie neguję), będą w stanie powiedzieć, że Rafa przeskoczył go także w sposobie gry, w tym, co Szwajcar wyprawiał i często nadal (hehe, nadal ) wyprawia na korcie. Nie mnie to oceniać. Obu zawodników doceniam za to co robili, robią i mam wielką nadzieję, że jeszcze przez długi czas będą robić.

Trzymaj się, Rafa!
 

 
Ula Radwańska w II rundzie turnieju w Pekinie! Pokonała rozstawioną w tym turnieju z nr. 16 Simonę Halep 7:6(4) 7:6(2). Niestety młodsza z sióstr Radwańskich od dawna nie może się przełamać i zagrać dwóch równych i dobrych meczów pod rząd. Wygrywając ze zdecydowanie lepszą od siebie zawodniczką na pewno podniosła swoje morale. Jednak czy to pomoże Uli rozprawić się z kolejną przeciwniczką? Ciężko będzie, czasem może się wydawać, że ma ona w sobie taki stoper i wyłącza się on po jednym, góra dwu wygranych meczach. Chociaż, kto wie. Może tym razem się przełamie? Trzymajmy kciuki za naszą reprezentantkę, liczy się każdy punkt, bo nawet ten jeden- najprostszy- może być kluczem do wygrania najtrudniejszego meczu. Ula na pewno dobrze to wie i wierzę, że postara się zrobić wszystko, by wygrać z rywalką.

Dobre wiadomości z Bangkoku przynoszą nam Tomasz Bednarek i Johan Brunstroem, którzy w półfinale tegoż to turnieju pokonali Christophera Kasa i Olivera Maracha 6:3 6:3. Jak nie trudno wywnioskować, mamy w finale debla Polaka! Szkoda, że nie dwóch, ale lepszy rydz niż nic, prawda?

Oj, dziś niemal same dobre wiadomości. W Bundeslidze posypało się polskimi bramkami. Robert Lewandowski w meczu z Freiburgiem strzelił aż 2 bramki, natomiast drugi z naszych reprezentantów - Jakub Błaszczykowski, jedną. Borussia wygrała 5: 0, z czego wynika, że ktoś musiał strzelić jeszcze 2 bramki Był to nikt inny, jak Reus. Dzięki tym dwóm golom w lidze Robert wskoczył do czołówki strzelców i znajduje się w trójce najlepszych, którzy mają na koncie już 6 bramek. Mówi się, że w tym sezonie "Lewy" ma szansę pobić rekord z ubiegłego roku, ale czy to możliwe? W styczniu Polak "przechodzi" do Bayernu Monachium, a co za tym idzie, nie wiadomo, czy będzie miał okazję grać tak często jak gra teraz i przy okazji strzelać tyle bramek. Bayern jest już teraz bardzo dobrze "obsadzony" i wszystko może skończyć się tak, że Robert będzie siedział na ławie, wcale bym się nie zdziwiła. Oczywiście nie życzę mu tego... Mógł spokojnie zagrać do końca sezonu w Dortmundzie, a później dopiero przejść do Monachium. Moje zdanie jest takie, że ma kiepskiego managera, ale nie mnie to oceniać i wbrew temu, co sądzę o jego grze (pewnie wiecie, że chodzi mi o kadrę), życzę mu jak najlepiej. Żeby kariera rozwijała się tak, jak sobie tego marzy, żeby sodówka nie uderzała mu nadto do głowy.

Ostatnia już niestety wiadomość na dziś, choć mogłabym pisać i pisać, bo wiele się dziś działo. W półfinałach Mistrzostw Europy odbywających się w Danii Bułgaria przegrała z Włochami 1:3 (25:19 22:25 15:25 22:25). "Makaroniarze" zmierzą się w finale z nikim innym jak z Rosjanami, co oznacza, że obrońcy tytułu - Serbowie nie obronią...tytułu. Sborna wygrała jeszcze do jutra obecnymi mistrzami Europy 3:1 (25:19, 24:26, 25:23, 25:15). Szykuje się ciekawy finał. Mam tylko nadzieję, że będzie to finał godny finału, a nie tylko i wyłącznie festiwal gry jednej z drużyn. Komu kibicujecie? Ja zdecydowanie Włochom. Liczę, że i Rosja, i Włosi zafundują nam piękny siatkarski pojedynek bez zbędnych konfliktów i głupich odzywek.

Trzymamy kciuki za chłopaków i liczymy na polskich kibiców, którzy, tak jak dziś, zaśpiewają na finałowym meczu cudowne i wzruszające "Polska, biało-czerwoni!"

Dobranoc
 

 
Wczoraj zakończyli "robienie" internetu w internacie i mamy go teraz znacznie sprawniej działającego! Bardzo się cieszę, bo od niedzieli do piątku byłam odłączona od jakichkolwiek wiadomości nie tylko na temat sportu, ale też ogólnie rzecz ujmując, przecież wiele dzieje się teraz ważnych spraw, o których źle nie wiedzieć i nie móc ich skomentować. Syria, polityka wewnętrzna i zagraniczna, ludzie i ich problemy - jak wiecie, człowiek pałający miłością do sportu nie nim samym żyje, choć to jest coś, co daje najwięcej emocji. Chyba, że zdarzy się coś bardzo nieciekawego, przez co życie straciło wielu ludzi. To są sytuacje, które w wielu obywatelach wzbudzają najgorsze odczucia o postępowaniu ludzkości.


Dziś trochę odbiegam od tematu, który od dłuższego czasu jest zawsze poruszany na moim blogu, ale to nie jedyny temat do rozmów.. których tu właściwie nie ma, no ale trudno. Może jednak ktoś czyta bloga "Żyję sportem"


Nie bądźmy jednak gołosłowni. Myślę, że najważniejszą informacją dnia dla mnie jest przegrana Agnieszki Radwańskiej z Anqueliką Kerber 4:6 4:6. Sami skomentujcie ten mecz, ja czasem się zastanawiam czy jest warto. Nie, nie krytykuję tym Agi, chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że niektóre sprawy nie są warte zbędnego komentarza i, z drugiej strony, nie chcę też tego robić ze względu na to, iż nie oglądałam meczu i nie obserwowałam poczynań starszej z sióstr. A może Wy podzielicie się swoimi przemyśleniami?
 

 
Tak. Skończyło się bardzo szybko. Ledwo wyszli z grupy, weszli do baraży, rozegrali mecz.. i odpadli, przegrywając 2:3 z reprezentacją Bułgarii. Jest to na pewno cios w serce i dumę samych siatkarzy, jak i kibiców. Ale przecież od początku sezonu nasi zawodnicy mieli ciężką drogę do osiągnięcia czegoś większego. Jak dobrze wiemy, nie udało im się to. Jedna, za to bardzo ważna prośba do Was. Nie wieszajcie na nich psów, nie rzucajcie obelg w ich stronę i nie mówcie, że siatkówka w Polsce się skończyła! Jeżeli śledzicie zmagania naszej reprezentacji od paru, może parunastu lat, nie sposób nie zauważyć, że zdarzają się wzloty i upadki. Nie, to też nie znaczy, że ja chcę ich w jakiś sposób bronić. Staram się być obiektywna i owszem, przyznam z ręką na sercu, że trochę zawalili. A trochę, bo cała wina nie leży tylko i wyłącznie w ich grze. Siedzi to też głęboko w głowach i wcześniejsze przegrane nie są czymś, o czym łatwo zapomnieć. Jest to też zdecydowanie spadek formy, porównując to do ubiegłego roku. Igrzyska też nie były udane, ale tam, jak znacie się mniej więcej na obliczeniach formy itd, to wiecie, że zawiniły przede wszystkim przygotowania sezonowe. Optymalna forma, moim zdaniem, przyszła chłopakom o 2 tygodnie za wcześnie, a oznacza to też m.in. zbyt duży nacisk na Ligę Światową.
Wróćmy jednak do obecnego sezonu. Cóż.. słaby sezon i problemy z psychiką naszych kadrowiczów, myślę, że to są najważniejsze przyczyny. Szukać i doszukać moglibyśmy się jeszcze wielu spraw, które zawiniły w całym okresie przygotowawczym.

Mała anegdotka. Pamiętacie i wiecie, kim jest Adam Małysz, nieprawdaż? Jestem pewna, że tak. A pamiętacie, jak po udanych sezonach, podczas których zapowiadały się kolejne znakomite występy Polaka w tych nadchodzących miesiącach, nawet latach? Jeżeli tak, to zapewne pamiętacie też, co się stało po tych jakże obfitych momentach w karierze naszego skoczka. Przyszły tzw. "sezony posuchy", a co najgorsze trwały one aż 3 lata. Z ust wielkich znawców sportowych, ludzi zaangażowanych w skoki narciarskie od wielu, wielu lat, słyszało się znamienite i dotąd niezapomniane słowa kierowane w stronę naszego "redbulka" : "Adam, kończ, bo nic z tego nie będzie." Ponoć nawet sam Wiślanin myślał o tym samym. Nikt w niego nie wierzył, właśnie na nim, na symbolu polskich skoków narciarskich i ogólnie sportów zimowych, zawieszono psy. "Adam, powieś już narty na kołki"... I wtedy, kiedy duża część zaczęła wątpić w dalsze sukcesy, pod swoje skrzydła wziął go pewien Norweg (jeżeli się pomyliłam i nie był to Norweg, a Fin, to przepraszam, ale nie mam za bardzo czasu na sprawdzanie dokładnych informacji ). Adam "należał" tylko do niego. Można powiedzieć, że.. że był jego własnością. I po tych 3 latach owej "posuchy" nadszedł czas, który trwał niemalże do końca kariery naszego latającego Orła z Wisły, aż do marca 2011 r. Wtedy też na dobre rozpoczęła się "Małyszomania" rozległa nie tylko na Polskę, ale też na cały świat. Adam nie zawiesił nart na haki, nie zaprzestał treningów i ciężkiej pracy, która, po bardzo długim okresie, ale się opłaciła.

Stąd prośba do Was, moi Drodzy. To, że ten sezon, a może i nawet następny i kolejny, nie będą udanymi dla polskich siatkarzy, nie zapominajmy, że zła passa zawsze kiedyś się kończy, a narybek na zastępców teraźniejszych tuzów mamy. To nie jest reprezentacja, która nie potrafi grać. Gra przecież z orłem na piersi, z flagą Polski na koszulce. Jak dziś napisał Andrzej Wrona : "To największy z zaszczytów!". Czasem mi brakuje takiej motywacji ze strony niektórych piłkarzy... Łzy Bartka Kurka i jego wzięcie winy na siebie też są symbolem pokory i pewnej bezradności, która po tym sezonie, po tych wielu przegranych meczach na pewno wstąpiła w kadrowiczów. "Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce!" Do końca i jeden dzień dłużej. Wierzmy w nich, a na pewno przyjdzie moment przebudzenia i jeszcze zobaczymy niektórych z obecnych na tych ME na najwyższym stopniu podium. Tylko dajmy im poczuć, że jesteśmy z nimi. Bądźmy obiektywni, ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność, nie bawmy się w sezonowców i nie mówmy, że to już koniec. Bo do końca jeszcze długa, długa droga, która, miejmy nadzieję, nie skończy się nigdy.

Tymi optymistycznymi słowami żegnam się z Wami do soboty Powodzenia w szkole i już niedługo na studiach!

M.K.
 

 
Przepraszam i bardzo, ale to bardzo dziękuję mojej koleżance za długi i obfity w ważne i ciekawe wydarzenia sportowe wpis. Myślę, że Wy też dziękujecie. Moja nieobecność była spowodowana, jak wspomniała R.C.C, brakiem internetu. Ale wróćmy do tematu, jaki najbardziej nas interesuje.

Jak zapewne wiecie, wiele się od 2 dni pozmieniało. Przede wszystkim nasi wspaniali biało-czerwoni odnieśli swoje pierwsze i jakże ważne zwycięstwo w Mistrzostwach Europy. Pokonali nieobliczalnych Turków 3:1. Jednakże.. to nie ten przeciwnik, który może im aż tak zaszkodzić. Zdecydowanie czeka ich znacznie trudniejszy pojedynek, w którym na boisku staną naprzeciw zachodnich mieszkańców Starego Kontynentu - Francuzom. Czy uda im się z nimi wygrać? Wczorajszy mecz, którego niestety nie oglądałam, choć mam informacje z dobrego źródła, nie był tym, który zadowoliłby kibiców, jak i samych siatkarzy i skład szkoleniowy, a także nie był tą grą, która mogłaby dać im zwycięstwo w dzisiejszym meczu z Francją. I chyba ze Słowację też, gdyż to nie jest najłatwiejszy przeciwnik.
Dlatego, moi Drodzy, trzymajmy kciuki przed telewizorem, na hali, słuchając radia, oglądając mecz w internecie, czy nie znając nawet wyników, z powodu braku możliwości obejrzenia spotkania, za naszych Orzełków spod skrzydeł Anastasiego z całej siły! Bądźmy niczym niesamowici kibice wspaniałego Adama Małysza, kiedy to dmuchaliśmy mu pod narty na rozbiegu! Odśpiewajmy razem z tymi obecnymi na Ergo Arenie piękny hymn naszego kraju, żeby reprezentanci Polski poczuli siłę, jaka tkwi w każdym zagorzałym fanie siatkówki, w tym najmniejszym i najmłodszym, starszym i tym najstarszym, nie bójmy się krzyczeć : " Polska, biało-czerwoni!". Pamiętajcie, doping jest takim 7 zawodnikiem na siatkarskim boisku!

Teraz przejdźmy do tenisa. Michał Przysiężny idzie jak burza! Do pierwszego w swojej karierze półfinału awansował pokonując Lukasza Rosola 7:6(1) 1:6 6:3. Kolejnym rywalem "Ołówka" będzie rozstawiony w Petersburgu z numerem 6. Ernest Gulbis. Za 29-letniego Polaka również trzymajmy kciuki najmocniej jak potrafimy! Wprawdzie Michał nie jest już najmłodszym zawodnikiem, ale chyba Wam też się wydaje, że dobrze było by zobaczyć go na korcie w finale, nieprawdaż?

Cóż, Agnieszka... "Isia" zagra w finale w Seulu! W półfinale wygrała z Larą Arruabarreną 6: 0 6:2. W ostatniej fazie turnieju zmierzy się, chyba w końcu, z zawodniczką, z którą może trochę pograć, bo z Anastasią Pawliuczenkową. Ten mecz nie będzie należał do najłatwiejszych. Aga musi po prostu zagrać jak Aga, tak sądzę.

Na resztę informacji nie mam za dużo czasu. Postaram się dzisiaj wrzucić wpis o meczu z Francuzami na zawodach Starego Kontynentu, ale nie jestem pewna, czy mi się to uda. Pozdrawiam i do szybkiego usłyszenia/zobaczenia!
 

 
Wasza ulubiona redaktorka niestety ma problemy z internetem i nie może dzielić się z wami swoją pasją. Na kilka postów zastąpię ją ja - R.C.C.

Kilka ważniejszych informacji w skrócie...

SIATKÓWKA:
Jutro zaczynają się ME siatkarzy, które odbędą się na terenach Polski i Danii.
Polska zagra w grupie B ze:
- Turcją (piątek, 20.09)
- Francją (sobota, 21.09)
- Słowacją (niedziela, 22.09)
Tytułu będzie bronić Serbia. Głównym faworytem do złota jest Rosja,
która ostatni raz sięgnęła po nie 22 lata temu.

TENIS:
Andy Murray będzie miał operację pleców. W tym sezonie prawdopodobnie
już nie zagra.

Michał Przysiężny wyeliminował Włocha Fabio Fogniniego rozstawionego z
jedynką i awansował do ćwierćfinału turnieju ATP w Petersburgu. Włoch
skreczował przy stanie 3:6 3:5 dla Polaka. Wygrana zapewniła
popularnemu "Ołówkowi" powrót do pierwszej setki rankingu ATP.
Przysiężny w ćwierćfinale zagra z Czechem Lukasem Rosolem

Agnieszka Radwańska awansowała do ćwierćfinału turnieju KDB Korea Open
na twardych kortach w Seulu pokonując Hiszpankę Estrellę
Cabezę-Candelę 6:2, 6:1. Kolejną rywalką najwyżej rozstawionej
tenisistki będzie 125. na świecie Rosjanka Wiera Duszewina.

Liderka rankingu WTA Serena Williams wycofała się z turnieju w Tokio.
Powodem rezygnacji 32-letniej Amerykanki jest zmęczenie napiętym
kalendarzem startów w okresie letnim. Co było już wcześniej wiadomo, w
turnieju nie wystąpi również trzecia na świecie Maria Sharapova, która
opuściła US Open z powodu kontuzji barku.
W stolicy Japonii rozstawiona z numerem pierwszym będzie wiceliderka
rankingu Białorusinka Victoria Azarenka, a numer drugi przypadnie
Agnieszce Radwańskiej.


KOSZYKÓWKA:
Hiszpanie, Francuzi i Chorwaci awansowali do półfinału Eurobasketu, a Słoweńcy na MŚ. W ostatnim ćwierćfinale grają teraz Litwini z
Włochami.

Hiszpanie po raz ósmy z rzędu awansowali do półfinału mistrzostw Europy. W środę rozbili Serbię 90:60, przez moment prowadzili nawet 40 punktami. W ostatnich 14 latach tylko raz wrócili z EuroBasketu bez medalu.
Koszykarze Francji pokonali w Lublanie Słowenię 72:62 i awansowali do
półfinału mistrzostw Europy.
Koszykarze Chorwacji awansowali do półfinałów mistrzostw Europy po raz
pierwszy od osiemnastu lat i wywalczyli jednocześnie udział w przyszłorocznych mistrzostwach świata w Madrycie. Pokonali w Lublanie
w ćwierćfinale Ukraińców 84:72 .
W meczu przegranych z środowych ćwierćfinałów Słoweńcy pokonując
Serbię 92:74 zapewnili sobie awans w przyszłorocznych mistrzostwach
świata. Ich rywale jeszcze szans na udział w turnieju w Hiszpanii nie
stracili. Muszą wygrać mecz o siódme miejsce.

FORMUŁA 1:
W sobotę odbędą się kwalifikację do GP Singapuru.

KOLARSTWO:
Tour of Britain.
Michał Gołaś drugi na piątym etapie, Wiggins wciąż liderem. Gołaś awansował na 5. miejsce, a do lidera traci 1.12 min. Drugi z polskich kolarzy Michał Białobłocki w czwartek był na mecie 23., a po etapie zajmuje 16. miejsce, ze stratą 2.31.

PIŁKA NOŻNA:
>Liga Mistrzów
>>WYNIKI

Grupa A
Manchester United - Bayer Leverkusen 4 : 2
Real Sociedad - Szachtar Donieck 0 : 2

Grupa B
FC Kopenhaga - Juventus 1 : 1
Galatasaray - Real Madryt 1 : 6

Grupa C
Olympiakos Pireus - Paris Saint-Germain 1 : 4
Benfica - Anderlecht 2 : 0

Grupa D
Bayern Monachium - CSKA Moskwa 3 : 0
Viktoria Pilzno - Manchester City 0 : 3

Grupa E
Schalke 04 - Steaua 3 : 0
Chelsea - FC Basel 1 : 2

Grupa F
Marsylia - Arsenal 1 : 2
Napoli - Borussia Dortmund 2 : 1

Grupa G
Atletico Madryt - Zenit 3 : 1
Austria Wiedeń - FC Porto 0 : 1

Grupa H
FC Barcelona - Ajax 4 : 0
Milan - Celtic 2 : 0


Tu są wyniki wszystkich meczów 1. kolejki oraz strzelcy bramek i składy drużyn z najbardziej interesujących spotkań.


Manchester United - Bayer Leverkusen 4 : 2

Manchester United:
Bramki: Rooney (22., 70.), Van Persie (59.), Valencia (79.)
Kartki: Van Persie - żółta
Skład: De Gea - Smalling, Ferdinand, Vidić, Evra - Valencia, Kagawa
(71. Young), Carrick, Fellaini (80. Cleverley) - Van Persie, Rooney
(84. Hernandez)

Bayer:
Akinfiejew - Nababkin, W.Bieriezucki, Ignaszewicz, Szczennikow -
Cauna, Wernbloom - Zuber (77. Milanow), Honda, Vitinho (46. Tosić) -
Musa (74. Bazeliuk)

Galatasaray - Real Madryt 1 : 6

Galatasaray:
Bramki: Bulut (84.)
Kartki: Melo, Amrabat, Riera - żółta
Skład: Muslera - Eboue, Chedjou, Nounkeu, Riera - Inan, Melo, Baytar
(62. Bruma) - Sneijder - Yilmaz (78. Bulut), Drogba (46. Amrabat)

Real:
Bramki: Isco (33.), Benzema (54., 81.), Ronaldo (63., 66., 90.)
Kartki: Pepe - żółta
Skład: Casillas (15. Lopez) - Carvajal, Ramos, Pepe, Arbeloa - Modrić
(72. Illarramendi), Khedira - Di Maria, Isco (64. Bale), Ronaldo -
Benzema


Bayern Monachium - CSKA Moskwa 3 : 0

Bayern:
Bramki: Alaba (4.), Mandżukić (41.), Robben (68.)
Skład: Neuer - Rafinha, Boateng, Dante, Alaba - Lahm - Robben (79.
Shaqiri), Mueller, Kroos (71. Schweinsteiger), Ribery - Mandżukić (75.
Pizarro)

CSKA:
Skład: Akinfiejew - Nababkin, W.Bieriezucki, Ignaszewicz, Szczennikow -
Cauna, Wernbloom - Zuber (77. Milanow), Honda, Vitinho (46. Tosić) -
Musa (74. Bazeliuk)


Chelsea - FC Basel 1 : 2

Chelsea:
Bramki: Oscar (45.)
Kartki: Van Ginkel - żółta
Skład: Cech - Ivanović, Cahill, Luiz, Cole - Oscar, Van Ginkel (76.
Mikel), Lampard (76. Ba) - Willian (67. Mata), Eto'o, Hazard

FC Basel:
Bramki: Salah (71.), Streller (82.)
Kartki: Diaz - żółta
Skład: Sommer - Voser, Schar, Iwanow, Safari - Salah (88. Xhaka), Diaz,
Frei, Stocker (83. Ajeti) - Sio (67. Emilio), Streller



Napoli - Borussia Dortmund 2 : 1

Napoli:
Bramki: Higuain (29.), Insigne (67.)
Kartki: Behrami, Britos, Insigne - żółta
Skład: Reina - Maggio, Albiol, Britos, Zuniga - Behrami, Inler -
Callejon, Hamsik (90. Mesto), Insigne (73. Mertens) - Higuain (78.
Pandev)

Borussia:
Bramki: Zuniga (87. - sam.)
Kartki: Schmelzer - żółta, Weidenfeller - czerwona
Skład: Weidenfeller - Grosskreutz, Subotić, Hummels (45. Aubameyang),
Schmelzer - Sahin, Bender - Błaszczykowski (45. Langerak), Mchitarian
(76. Hofmann), Reus - Lewandowski


Atletico Madryt - Zenit 3 : 1

Atletico:
Bramki: Miranda (40.), Turan (64.), Leo (80.)
Kartki: Godin - żółta
Skład: Courtois - Juanfran, Miranda, Godin, Filipe Luis - Suarez, Gabi
- Koke (89. Rodriguez), Lopez (79. Leo), Turan (86. Garcia) - Villa

Zenit:
Bramki: Hulk (58.)
Kartki: Lombaerts, Smolnikow, Hubocan, Hulk - żółta
Skład: Łodygin - Smolnikow, Lombaerts, Neto (46. Szatow), Hubocan,
Ansaldi - Zyrianow (74. Arszawin), Witsel - Hulk (86. Bystrow), Danny,
Kierżakow


FC Barcelona - Ajax 4 : 0

FC Barcelona:
Bramki: Messi (22., 55., 75.), Pique (69.)
Skład: Valdes - Alves, Pique (80. Bartra), Mascherano, Adriano -
Fabregas (71. Xavi), Busquets, Iniesta - Sanchez, Messi, Neymar (72.
Pedro)

Ajax:
Kartki: Moisander, Denswil - żółta
Skład: Vermeer - Van Rhijn, Denswil, Moisander (73. Van der Hoorn),
Blind (78. Schoene) - Poulsen - De Jong (59. Serero), Duarte - Bojan,
Sigthorsson, Boilesen

Mi dane było zobaczyć mecz: Napoli - Borussia.
A więc tak:

W 29. minucie bramkę dla Napoli zdobył sprowadzony przed sezonem z
Realu Madryt Higuain, a już w 33. minucie sędzia wysłał na trybuny
Jurgena Kloppa. Opis tej sytuacji: sędzia podyktował rzut rożny dla
Napoli chwilę wcześniej na boisko wrócił opatrywany Subotić, który
zdążył dobiec do pola karnego i stanąć przy jednym z rywali. Sekundę
później musiał już walczyć o górną piłkę. Przegrał tę walkę, piłka
trafiła do krytego przez Schmelzera Higuaina, który pokonał
Weidenfellera. Klopp prawdopodobnie miał pretensje do sędziego
technicznego, że nie wpuścił Serba wcześniej na boisko i nie pozwolił
mu się ustawić. W doliczonym czasie pierwszej połowy kontuzji doznał
Mats Hummels, a kilkanaście sekund później Roman Weidenfeller odbił
piłkę rękami poza granicami pola karnego w skutek czego obejrzał
czerwoną kartkę. Napoli podwyższyło prowadzenie w 67. minucie.
Honorowy gol dla Borussii to samobójcze trafienie Zunigi.


To by było na tyle najważniejszych wydarzeń. Następnym razem, kiedy się zobaczymy, będzie mniej samych faktów, a więcej soczystych tekstów a' la Pan Wyżykowski i Pan Jaroński. Teraz niestety goni mnie czas, więc żegnam się z wami.
Pozdrawiam - R.C.C.
 

 
Tak, może trochę zaskakujący tytuł, bo przecież logiczny. Skoro Federer, to chyba wiadome, że gra jak sam on. Jednakże, jak wiedzą osoby, znające się na tenisie, 32-letni Szwajcar ten sezon miał niezbyt udany. Świadczy o tym przede wszystkim jego obecny ranking. Roger dawno nie wypadł poza światową 3., a teraz musi pogodzić się z zajmowaną 7. pozycją. Co prawda - to nadal jest dziesiątka najlepszych tenisistów świata, ale na Króla tego sportu może nie jest to satysfakcjonujące. Jego sytuacja może zmienić się po rozgrywanym od poniedziałku ubiegłego tygodnia US Open. Szwajcar jest już w 1/8 finału Wielkiego Szlema. Ostatnie 2 mecze rozegrał szybko i bez kozery, na luzie pokonał przeciwników w trzysetowych pojedynkach. Zaskakujący dla mnie jest fakt, że Federer bardzo często rozgrywa mecz przy siatce, co nie było jego taktyką przez wiele lat. Owszem, jest to jeden z lepiej grających zawodników przy siatce i tzw. net pointy miał na bardzo wysokim poziomie, ale dotychczas nie robił tego aż tak często. Możliwe, że objął taką taktykę ze względu na upływający czas, którego niestety nie da się oszukać, a ponoć (co mogę właściwie potwierdzić) bieganie do siatki nie męczy tak, jak gra zza kortu, a co najważniejsze, jest to dobry sposób na szybkie i efektowne zdobycie punktu, oczywiście pod warunkiem, że potrafi się grać odpowiednie piłki z idealnym ustawieniem główki rakiety, co, możecie mi wierzyć na słowo, jest baaaardzo trudną rzeczą! Takie zagrania z dojściem do siatki wykorzystuje teraz również Rafa Nadal. Robi to ze względu na kontuzjowane kolano. Już wiecie, dlaczego to robi. Powody ma niemal te same, co starszy od niego Szwajcar.

Nie zapominamy o Agnieszce Radwańskiej, naszej jedynej nadziei w tym turnieju na dobry wynik, która także awansowała do 1/8 finału, w którym zmierzy się z Makarową. Na pewno nie będzie to łatwy i szybki pojedynek dla Polki. Ten mecz jest zdecydowanie do wygrania, co da krakowiance ćwierćfinał. Takiego wyniku w Nowym Jorku jeszcze nie udało jej się osiągnąć. Teoretycznie ten gorszy dzień miała przedwczoraj, a przecież mecz wygrała. Mówi się, że każdy tenisista, bez względu na umiejętności, ranking, wiek czy cokolwiek innego, w ciągu trwania całego tak długiego turnieju, musi mieć choć jeden dzień słabszy. Oby piątek był dla Isi właśnie tym gorszym dniem, a kolejne były tylko i wyłącznie znakomitą grą, która da jej finał. Tego życzę jej z całego serca, mimo wszystko zasługuje na niego. Technikę Polka ma niebagatelną, pod warunkiem, że daje z siebie wszystko i nie popełnia prostych i, bądźmy szczerze, na tym poziomie głupich błędów.

O 1/8 finału gra dziś również zawodnik naszych zachodnich sąsiadów, którego bardzo lubię i liczę, że uda mu się zajść chociaż do ćwierćfinału - 36-letni Tommy Haas. Gra z Rosjaninem Youzhnym, więc szanse na kolejny etap US Open ma duże. Jeżeli jego niecierpliwość nie będzie sięgała maksimum i nie będzie się denerwował zanadto, jak to lubi czynić, myślę, że z wschodnim sąsiadem poradzi sobie bez problemu. Albo przynajmniej w 5-setowym pojedynku...

W tej chwili Andy Murray gra z Niemcem Mayerem. Pierwszego seta wygrał w tie-breaku do 2, co jest małym zaskoczeniem i widocznie dobrą grą Niemca (nie widzę meczu, jestem już w internacie ). Andreas Seppi przegrał drugiego seta, co także jest dużym zaskoczeniem!, z Uzbekiem Istominem. W tej chwili swój mecz rozgrywa też jeden z moich ulubieńców (chyba rzeczywiście mam ich wielu, może dlatego, że to starsi zawodnicy) - Lleyton Hewitt. Australijczyk prowadzi w 1. secie 5:3. Bardzo dobrze!


Teraz może trochę więcej polskości w moim wpisie. Polscy siatkarze rozegrali trójmecz z serbskimi zawodnikami. Niestety owe 3 mecze przegrali. Pierwszy 1:3, drugi 2:3, a dzisiejszy również 1:3. Jest to trochę smutne, ponieważ lada moment rozpoczynają się Mistrzostwa Europy. Po nieudanej Lidze Światowej wszyscy liczyli i nadal liczą na dobry występ Polaków na tej ważnej imprezie. Patrząc na grę chłopaków, trzeba powiedzieć, że będzie im naprawdę trudno osiągnąć wielki wynik. Jednak pamiętajmy, że w sporcie nie zawsze się wygrywa i nie zawsze się jest na piedestale. Przyszedł moment kryzysu, a nawet, bądźmy szczerzy, dużego kryzysu. Gra reprezentacji jest bardzo falowana, co oznacza, że nie tylko forma jest w nie najlepszej kondycji, ale również psychika. Dlatego z całych sił musimy trzymać kciuki za naszych orzełków! Dajmy im poczuć, że jesteśmy z nimi, a oni z całym sztabem szkoleniowym zrobią, co w ich mocy i nie dadzą się zbić na kwaśne jabłko... oby, bo szkoda by było, żeby rzeczywiście nic im nie wyszło w tym sezonie. Choć ostatni sprawdzian przed ME nie prorokuje zbyt dobrze, my, kibice, wierzymy w Was i w to, że pokażecie, na co Was stać i że będziecie walczyć ze wszystkich sił o jak najlepszy wynik!
 

 
Wróciłam. Niedawno odbył się IV Memoriał naszej wspaniałej młociarki, zmarłej przed czterema laty - Kamili Skolimowskiej. Na tej imprezie zjawiło się kilkoro naprawdę świetnych i cenionych lekkoatletów, m.in. złota medalistka w rzucie młotem z Moskwy - Łysenko, srebrny i brązowy medalista w tej samej dyscyplinie z Rosji; Nick Symmonds, który, podobnie jak na MŚ, dzielnie walczył z naszym rodakiem - Marcinem Lewandowskim, pokonując średniodystansowca z Polski, odwieczni rywale Tomka Majewskiego... w tym, wspomniany przeze mnie 2 wpisy wcześniej, Christian Cantwell. Nie spodziewałam się, że zobaczę tego niesamowitego i utalentowanego przeciwnika polskiego kulomiota "Szybkiej Rączki", która to jednak nie była najszybszą na owym Memoriale złotej medalistki z Igrzysk Olimpijskich z Sydney. Co najciekawsze i, z jednej strony bardzo satysfakcjonujące, a z drugiej trochę deprymujące, Artur Noga pobił swój rekord Polski w biegu na 110m przez płotki o 0,01s. Deprymujące dlatego, że przed dwoma tygodniami na Mistrzostwach Świata wychowankowi AZS AWF Kraków nie udała się ta czynność. Jak łatwo się domyślić, taki wynik w Moskwie dałby mu finał, a może i medal, jednak nie pamiętam dokładnych wyników z biegu ostatecznego. Artur za bardzo chciał i zjadł go zapewne stres i chęć pokazania się z jak najlepszej strony..



Ale przejdźmy już do dnia wczorajszego. Chodzi oczywiście o polski dzień na twardych kortach Nowego Jorku, który jednak takowym się nie stał. "Miało być tak pięknie, a skończyło się jak zawsze." - to powiedzenie, dość popularne w Polsce, niestety sprawdziło się nieco po godzinie 21. naszego czasu. Zaraz po sobie startowało 3 singlistów - najpierw na kort wszedł Michał Przysiężny, stając naprzeciw Julienowi Benneteau z Francji, zdecydowanie lepszemu tenisiście. To on, jako jedyny z "naszych", ugrał seta swojemu rywalowi. Następnie weteran polskiego "białego sportu" chciał pokrzyżować plany Finowi Jarrko Nieminenowi, o rok starszemu od ćwierćfinalisty wibledońskiego, co nie wyszło mu na korzyść. Na sam koniec wielkiego początku i tym razem również końca na kort nr. 13 wyszedł najlepszy z rodaków, 14. w rankingu ATP, Jerzy Janowicz. Teoretycznie to on miał najłatwiejszego przeciwnika z całej trójki, gdyż aż 247. w rankingu Argentyńczyka Gonzaleza. Jedną z przyczyn jego problemów był na pewno dający się we znaki ból kręgosłupa. Korzystnie było skorzystać z pomocy fizjoterapeuty, po czym "JJ" wygrał 3 gemy pod rząd, krzyżując plany 30-letniemu rywalowi i wymuszając na nim coraz to więcej prostych błędów. Nie trwało to długo, 2 kolejne gemy na 5:4 i 6:4 wygrał Argentyńczyk. Koniec drugiego seta był początkiem częstszych problemów Polaka, który swoje emocje i złości, jak zwykle, uwydatniał bez problemów na korcie, za co dostał karę. Przegrał. Stosunkiem niebagatelnym dla rywala, 6:4 6:4 6:2 dla zawodnika w średnim wieku sportowym, który przechodził przez chellengery...dla niego to największy sukces życiowy, dla Jurka jednak nie. Uważam, że jeżeli naprawdę tak bardzo bolał go kręgosłup, a na to wyglądało, powinien posłuchać trenera i kreczować po 1. secie. Plecy to nie zabawa i może się to odwrócić przeciw niemu. Z tym przede wszystkim trzeba uważać. Być może to był też gorszy dzień. Jest jeszcze jedno wytłumaczenie. Zlekceważenie przeciwnika? Nie chcę oceniać postawy Janowicza, choć na pewno musi się nauczyć pokory na korcie, bez względu na to, co się dzieje. Mimo, że często miał wczoraj rację, to płacenie kar za swoją nadpobudliwość nie jest najlepszym rozwiązaniem. Jeżeli to rzeczywiście problemy z kręgosłupem, to trzymam kciuki, żeby Jerzyk jak najszybciej wrócił do zdrowia i formy. Nie zawsze wszystko wychodzi. Każdy ma słabszy dzień, gorzej się czuje, czasem nic nie wychodzi. To nie pierwszy i nie ostatni turniej wielkiej rangi dla naszego lidera. Mam nadzieję, że dla Michała Przysiężnego i Łukasza Kubota również nie. Jeszcze w grze pozostały siostry Radwańskie i debliści. Na nich liczymy bardzo!

Kolejną wczorajszą porażką była przegrana Legii Warszawy w piłkarskiej Lidze Mistrzów. Choć nasi piłkarze w obu meczach zremisowali, i tym wyjazdowym, jak i tym u siebie, to rumuńscy zawodnicy strzelili aż 2 gole na wyjeździe warszawiakom, natomiast oni Rumunom tylko jednego. To zdecydowało o tym, kto zagra w Lidze Mistrzów.


W niedzielę rozpoczęła się Vuelta a Espana! Jednak nie śledzę jej na żywo z powodu braku czasu. W Hiszpanii jedzie kilku polskich kolarzy, w tym Sylwester Szymd, który ma wiele do udowodnienia! Szkoda, że to on musi ciągnąć kolegów z ekipy i dzięki niemu oni zdobywają wysokie miejsca, a nie Sylwek... cóż, taka rola kolarza, jeżeli nie wyrobi sobie odpowiedniej marki i nazwiska w "stajni".
 

 
Uprawiacie jakiś sport? Czy może bardziej skłaniacie się ku ćwiczeniom, bieganiu? A może jednak wolicie usiąść przed telewizorem i w ten sposób emocjonować się wartościami czegoś tak pięknego, jak sport wszelkiego rodzaju?

Ja jedno i drugie. Oczywiście, standardowo oglądam to, co kocham w tv. W miarę możliwości, bo w internacie takowej nie mam. Ale to da się przeżyć, tata codziennie wysyła mi co najmniej kilka sms'ów z informacjami. Ale poza tym, uczę się gry w tenisa, bo normalną grą tego jeszcze nazwać nie mogę. Uczę się sama bądź z tatą. Podstawy on mi tłumaczy. Niestety nie jest to tani sport, nie mogę sobie pozwolić na nic więcej. Zazwyczaj gram od muru garażu, a że jest to stary mur, tym lepiej. To też dobra alternatywa. Przecież nie ważne jest, gdzie i za ile się uczysz, ale jak Ci to wychodzi, prawda? Nie poddaję się. Ale bez bicia muszę przyznać, że to najtrudniejszy sport, w jaki kiedykolwiek grałam. Standardowo lubię też siatkówkę. Od pewnego czasu codziennie biegam i min. 15 min dziennie ćwiczę, przede wszystkim mięśnie brzucha. Powiem Wam jedno - to jest MEGA uzależniające! To krótki okres i może dlatego tak mówię, ale jak na razie, to rzeczywiście codziennie mam ochotę wyjść i pobiegać, chociaż ten 1,5-2 km. Czasem jest to większa odległość. To zależy od dnia. Nie zależy mi aż tak na zrzuceniu wagi, bo niby gruba nie jestem, ale na kondycji i utrzymaniu figury. A mięśnie brzucha.. nie trudno się domyślić, że chciałabym mieć je wyrobione. Oczywiście bez przesady! Zachęcam Was do uprawiania jakiegokolwiek sportu. Nie musicie być w tym najlepsi. Liczy się każdy ruch, każda możliwość spędzenia czasu inaczej niż jedząc, oglądając tv czy siedząc przed komputerem. A sport to samo zdrowie i zabawa. Tomek Majewski tak mówił, pamiętacie? Sport powinien być zabawą! Nie wymagajcie od siebie od razu za dużo, to nie na tym polega. Cieszcie się tym, że robicie cokolwiek innego, a opłaci się to. Choć z czasem może Wam się już nie chcieć nic, to się przełamcie, a zobaczycie, że efekty są niesamowite!


Pozdrawiam. W tej chwili właśnie idę pograć kuzynami, a za godzinkę standardowo- rozciągnąć się, poćwiczyć i w drogę do lasu truchcikiem!
 

 
Hiszpan pokonał w nocy polskiego czasu Amerykanina Johna Isnera 7-6 7-6. Wiadome było, że to zwycięzca 12 Great Slam jest faworytem meczu, ale ja na przykład nie spodziewałam się tak zaciętego oporu ze strony najwyższego z tenisistów. Wynik jest na tyle satysfakcjonujący, że już niedługo, bo za tydzień, rozpocznie się ostatni tegoroczny Wielki Szlem w Nowym Jorku - US OPEN. Dla Rafy był już to 26. wygrany turniej 1000 Masters. Cieszy też fakt możliwego powrotu Największego z Największych zawodników "białego sportu", Rogera Federera, który w ćwierćfinale musiał uznać wyższość najlepszego z Hiszpanów. Od 10 lat Szwajcar nie był w sytuacji, jak obecna. W ciągu całej kariery, odkąd wszedł do pierwszej 10., przegrał niewiele meczów rozegranych z zawodnikami spoza "setki". Można by je zliczyć na palcach jednej ręki.
Wracając do Nadala... cóż, tu nie ma co za dużo mówić, ten wspaniały tenisista ma przed sobą jeszcze parę lat gdy, jeżeli nie zmorzy go nieszczęsna kontuzja. Turniej po turnieju i pnie się powoli do swojej optymalnej formy sprzed roku. Mówią o tym przede wszystkim właśnie wygrane mecze. Oczekuję ze zniecierpliwieniem na rozpoczęcie amerykańskiego Szlema. Co najważniejsze - liczę na dobry występ naszych zawodników, a na chwilę obecną najbardziej na deblistów, którzy mają dużo do udowodnienia. Jak się Jurek i Aga nie spalą psychicznie, to o ich występ aż tak bać się nie musimy.


Dzisiejszej nocy w Cinncinatti w finale spotkały się dwie najlepsze zawodniczki rankingu WTA - Serena Williams i Victoria Azarenka. Zapewne domyślacie się, że to Amerykanka była faworytką meczu, gdyż w ciągu całego sezonu przegrała do tej pory jedynie 3 mecze. Pierwszy set jak najbardziej na to wskazywał. Młodsza z sióstr wygrała go stanem 6-2. Drugi natomiast był pewnym zaskoczeniem i nagłym odwrotem akcji. Tego seta to młodsza o niemal 8 lat Białorusinka pokazała swój tenis z najwyższej półki, wygrywając tym samym stosunkiem gemów. W ostatniej odsłonie finału nie mogło być inaczej - zawodniczki grały tie-break'a, w którym to głośno krzycząca Białorusinka postawiła kropkę nad przysłowiowym "i", pokonując Amerykankę 8:6 w ostatnich momentach gry.
Jak zdążyliście policzyć, liderka rankingu WTA łącznie z tym meczem, przegrała więc swój czwarty mecz w sezonie, drugi z Białorusinką. Dwoma innymi zawodniczkami były Laura Stephens i Sabine Lisicki (chciałabym napisać Sabina Lisicka, z powodu korzeni polskich, ale chyba nie wypada. Aczkolwiek po polsku mówi płynnie i ładnie ).

Przepraszam fanów piłki nożnej za brak wpisów na temat tego sportu, ale nie chcę się spalić i podpaść za bardzo. Choć mogłabym trochę z kimś o tym porozmawiać, co nieco się orientuję, codziennie z tatą zamieniamy dużo słów na ten temat.
 

 
Właśnie przed momentem Mistrzostwa Świata w Moskwie zakończyły się podwójnym zwycięstwem reprezentacji Jamajki w sztafetach żeńskich i męskich 4x100. Do przewidzenia było, że zawodnicy z Usainem Boltem i Fryser-Pryce w roli głównej wywalczą sobie krążki z najcenniejszego kruszcu. Oczywiście nie można zapomnieć o tym, że w sztafecie nie walczył sam Bolt i Pryce, przecież biega tam jeszcze po 3 innych zawodników/zawodniczek. To już 6 złoto dla tych biegaczy, wywalczone jedynie na dystansach 100 i 200 metrów. Wielki, wielki i przede wszystkim głupi błąd Amerykanów popełnił na ostatniej zmianie srebrny medalista z tych mistrzostw na 100, Justin Gatlin, przekraczając linię biegu i niemal wpadając na Usaina. A Polacy... no cóż. Spodziewałam się słabego występu naszych rodaków, ale że aż tak? Porażka. Ja nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć, bo rzeczywiście skompromitowali się. Chyba, że uważacie inaczej, ale nie wydaje mi się. 10 miejsce Polek...


Za to dziś na moskiewskim stadionie hymn Kenii zabrzmiał aż 2 razy. Na 800 i 1500 to właśnie zawodnicy z Afryki okazali się niepokonani. Zwłaszcza Kiprop nie dał swoim rywalom żadnych szans na średnim dystansie.

Francuz Teddy Thamgo w trójskoku również pokazał, jak się skacze. Osiągnął rezultat 18,04 m, co dało mu możliwość wskoczenia do najlepszej trójki świata w tej dyscyplinie. Srebro dla młodego, 20-letniego, Kubańczyka.

Przez wpadkę Amerykanów w sztafecie pozostaną oni na 2. miejscu w klasyfikacji medalowej tuż za Rosjanami, którzy mimo, że mają mniej krążków, są na czele stawki o jedno złoto przed USA. Polacy spadli na 11. lokatę pokonani przez Francuzów.


Jednak, mimo niezbyt udanych występów paru naszych lekkoatletów, chciałabym bardzo podziękować za zaciętą walkę każdemu z medalistów, Robertowi Urbankowi, Tomkowi Majewskiemu, Marcinowi Lewandowskiemu i skoczkiniom wzwyż. Oni zasługują na gratulacje od kibiców. Ach, zapomniałabym o weteranie polskiej lekkiej atletyki - Szymonie Ziółkowskim. Choć Polak nie znalazł się wścisłym finale imprezy, zajmując 9. lokatę, to gratulacje i podziękowania tak doświadczonemu młociarzowi również się należą. Były to już jego ósme Mistrzostwa Świata, a to mówi samo przez się. Aczkolwiek po tym, jak zobaczyłam 43-letniego chodziarza w 20. na 50 km... 20 lat temu ten zawodnik zdobywał swoje pierwsze złoto MŚ. Robert Korzeniowski już karierę zakończył dawno, a ten niesamowity chodziarz nadal nie daje za wygraną.
 

 
Dziś kolejne złote medale wywalczyli u siebie Rosjanie. Złota okazała się sztafeta kobiet 4x400 m oraz Svetlana Shkolina w skoku wzwyż, gdzie Polki zajęły kolejno 6. i 7. miejsce. Justyna Kasprzycka ma nowy rekord życiowy, który wynosi 1,97! Drugie miejsce wywalczyła Brigetta Barett z USA. Dla krajan organizatorów jest to już siódme złoto. Ale to nie wszystko. Przecie brąz zdobyli Rosjanka, mistrzyni olimpijska Anna Chicherowa w skoku wzwyż, a także Tarabin w rzucie oszczepem, gdzie wygrał podopieczny Jana Zeleznego, do dziś najlepszego z najlepszych w tej dyscyplinie - Czech Vesely. Srebro dla Fina, który przegrał o.. nieszczęsne 10 cm.


A teraz o rekordziście świata, 6-krotnym mistrzu olimpijskim, na chwilę obecną 7-krotnym mistrzu świata i dwukrotnym wicemistrzu. Dziś wywalczył swoje drugie złoto w Moskwie w biegu na 200m, broniąc przy tym tytuł sprzed dwóch lat. Jak pamiętacie, wywalczenie złota na 100m nie było ową obroną tytułu z racji jego dyskwalifikacji spowodowanej falstartem. Szansę ma jeszcze na jedno złoto w sztafecie 4x100, które na 99% zdobędzie wraz z reprezentacją Jamajki. Na mecie znów w pierwszej 4. znalazło się 3 Jamajczyków, rozdzielił ich jedynie Amerykanin Curtis Mitchel, zdobywając brąz. Podobnie było w finale stu metrów, gdzie w 5. było czterech reprezentantów kolorowego kraju, a rozdzielił ich oczywiście kolejny z Amerykanów, już bardzo doświadczony, Justin Gatlin, niegdyś dwukrotnie zdyskwalifikowany za stosowanie dopingu..

Natomiast kolejny krążek z najcenniejszego kruszcu dla USA zdobyła płotkarka na 100m - Brianna Rollins. To młoda zawodniczka, która wygrała z rzędu 34 turniej. Srebro dla wielkiej faworytki, która trzeci już dziś raz wywalczyła nowy rekord sezonu, tym razem wynoszący 12,50. Brianna Rollins miała czas szybszy o 0,06s.

Jeszcze jutro jakieś tam szanse mamy w sztafetach męskich i żeńskich 4x100... chociaż finał. To będzie wiele. O nic więcej nie proszę, bo medal, nawet ten najgorszy, to już chyba wygórowane marzenie. Choć zawsze, ale to zawsze trzeba wierzyć! I ja wierzę.
 

 
Dziś mogliśmy mieć "polski dzień" w Moskwie, niestety takowym się nie okazał. Ku mojemu zadowoleniu do półfinału 200 m zakwalifikował się Karol Zalewski - Mistrz Polski. W eliminacjach był szybszy... od Bolta! Od samego Usaina Bolta. Jednak fakt, że Polak do półfinału wszedł jako "lucky looser", to na starcie w sesji popołudniowej musiał stanąć właśnie razem z Usainem. Ogólnie rzecz ujmując, Polak w swoim biegu był ostatni, ale dla niego i dla nas to powinien być satysfakcjonujący bieg, gdyż samo to, że Karol dostał się do półfinału, jest bardzo dobrą informacją i dobrym startem w jego wykonaniu. Szczerze mówiąc nie pamiętam rezultatu jaki uzyskał Zalewski w biegu, jednakże można bez ogródek powiedzieć, że był to najsłabszy z półfinałów o blisko 0,15s od pierwszego i ostatniego. Ten fakt może już tak nie cieszy, zwłaszcza, że przecież Karol był ostatni na mecie...


Teraz może parę słów o naszej wicemistrzyni olimpijskiej i mistrzyni świata. Aaaa, no oczywiście, od dzisiaj możemy ją także tytułować jako "wicemistrzynię świata" 2013 r. z Moskwy! Tak, Anita Włodarczyk zajęła dziś drugie miejsce w rzucie młotem, przegrywając z Rosjanką Lysenko. To najlepszy występ Polki w karierze. Dziś jej młot wylądował na 78,46m, co dało jej nowy rekord naszego kraju! Wcześniejszy był o 16 cm krótszy. Więc możemy powiedzieć, że w młocie nasze barwy są niezwyciężone, mimo srebra Anity!
Odległość, na jaką sprzęt Rosjanki poleciał, wynosił aż 78,80 m, co dało jej wymarzony złoty medal. To już bodajże... 5 złoty medal Rosjan na tej wielkiej imprezie? Nie wiem czy dobrze pamiętam: 2 w chodzie, skok wzwyż, skok w dal (Mieńkow dzisiaj pokazał klasę.. klasę młodego zawodnika!) oraz oczywiście rzut młotem. Osiągać takie wyniki... oj, chciałoby się.

Niestety Tomkowi Majewskiemu nie udało się zrobić tego, czego jeszcze nikt nigdy w świecie pchnięcia kulą nie dał rady uczynić. Nie zdobył złota Mistrzostw Świata po złocie olimpijskim. Co gorsze, nie zdobył żadnego medalu - był 6. Ale czy DOPIERO 6? Nie. Zdecydowanie nie. Zastępca Komara ten sezon miał bardzo trudny. Najpierw jesienią operacja łokcia, która nie do końca się udała, więc trzeba było ją poprawić, następnie oczywiście rehabilitacja, bo przy takich obciążeniach jest to tym bardziej ważne. Tomek był wykluczony z treningów przez długi czas. Jego występ nie był nieudany, znalazł się w ścisłym finale i nie zajął ostatniego miejsca. Medale zostały podzielone między młodego Niemca Storla, który obronił tytuł sprzed dwóch lat, Amerykanina Whitinga, który na odmianę był murowanym faworytem na złoto oraz doświadczonego Kanadyjczyka Armstronga, wicemistrza sprzed dwóch lat. Drugi z Amerykanów, ten z którym najczęściej, chyba poza Caldwellem, walczył Polak, Reese Hoffa zajął 4. miejsce, te najgorsze, bo tuż za podium. Jednak trzeba przyznać, że poziom dzisiejszych rywalizacji stał na najwyższym poziomie. Tak samo w pchnięciu kulą, rzucie młotem, jak i w skoku w dal (8 zawodników skakało powyżej 8 m!) oraz w biegu na 5000m, gdzie Mo Farah obronił tytuł i wyrównał osiągnięcie WIELKIEGO i wszechstronnego biegacza Bekele.

"Polska, biało-czerwoni!"... niestety to chyba koniec naszych medali na tych mistrzostwach
 

 
Nasz kulomiot zaprezentuje się jutro w porannych godzinach polskiego czasu. Liczymy na dobry występ Polaka, którego chcemy przecież zobaczyć w finale i następnie w ścisłej części tegoż to finału. Najlepiej, gdyby Tomek zakwalifikował się już pierwszym pchnięciem. Dziś na odmianę do piątkowego finału weszła bez problemu Anita Włodarczyk w rzucie młotem, osiągając odległość aż 76,18 m. Pierwszy wyrzut spaliła, ale już drugi okazał się tym, który dał jej pewność, że znów będziemy mieli (miejmy nadzieję) oglądać ją w piątek. Nie zakwalifikowała się za to żadna z Niemek, a przede wszystkim Betty Heidler, obecna rekordzistka świata, która owym rekordem pobiła dotychczasowy Anity Włodarczyk, wywalczony na MŚ 4 lata temu, a udało się to Niemce wyjątkowo szybko.

Do finału weszła również kolejna z Polek na 5000m. Może i nie ma szans na medal, ale liczy się to, że znalazła się wśród najlepszych zawodniczek świata.

Zaś w pierwszej 8. 50 km w chodzie mieliśmy aż dwóch reprezentantów naszego kraju! Jeden z nich, starszy Grzegorz Sudoł, był 6., a młodszy z rodaków 8. Szkoda tylko, że Grześkowi nie udało się wywalczyć medalu, na który bardzo liczyliśmy po pierwszej połowie dystansu. Choć dzięki temu występowi nasz 34-letni zawodnik pobił swój dotychczasowy rekord życiowy. Na metę jako pierwszy przyszedł 39-letni Irlandczyk, więc jeżeli by patrzeć na metrykę, to Sudoł ma jeszcze trochę czasu, może za 2 bądź 4 lata zdobędzie złoto Mistrzostw Świata? Jednak brakuje baaardzo takiego talentu, jak Robert Korzeniowski, prawda? Taki zawodnik to skarb. Może poza życiem prywatnym.
Srebro odbierze oczywiście kolejny Rosjanin, jest to już 3 medal dla tego kraju w chodzie. Brąz udało się wywalczyć Australijczykowi Tallentowi, nazwisko godne jego osiągnięć, dziś obronił brąz sprzed 2 lat, a rok temu na IO był 2.



Mi najbardziej jest szkoda Artura Nogi. Płotkarz marzył o finale i być może, jakby tempo nie było zbyt szybkie, a medalu. Ale przede wszystkim chciał wejść właśnie do tego finału. Nie udało się... Zabrakło bodajże 0,01s. Wielka szkoda To bardzo miły, ułożony i potrafiący się ciekawie wypowiedzieć zawodnik, choć też już trochę lat biegający. Kiedy pytali się go o występ, niemal nie był w stanie wydobyć z siebie słowa, z oczu leciały mu krokodyle łzy. Aż żal patrzeć na taki smutek sportowca. Ale najważniejsze, że Artur stanowczo powiedział, iż nie zamierza zawiesić butów na hak i zostaje przy swoim. Bardzo się cieszę, Arturze! To znakomita wiadomość, zwłaszcza że nie mamy jego godnych zastępców. A takiego biegacza jak on bardzo by brakowało. Teoretycznie byłeś w życiowej formie, liczyłeś na poprawę rekordu życiowego, tym samym rekordu Polski. Miałeś mieć "nogę na bieg". Noga miał mieć nogę.. Ale nie udało się. Za bardzo chciałeś, sam najlepiej wiesz, co zrobiłeś źle, bo na finał stać było Cię na pewno. Ale naprawdę cieszy to, że nie zamierzasz odrzucić sportu na dalszy plan. Jak już wspomniałam, z takim zawodnikiem ciężko nam będzie się pożegnać, więc biegaj, biegaj i jeszcze raz biegaj nam Arturze sto lat i parę dni dłużej ! To nie koniec. Ze swojej strony życzę Ci mnóstwo zdrowia, braku kontuzji i żebyś się nie załamywał. To jeszcze nie jest koniec, jeszcze kiedyś Polak - Artur Noga- pokaże, na co tak naprawdę go stać!




A tu łapcie wczorajszego bohatera
 

 
Wczoraj nasz młody, 24-letni Paweł Fajdek, wywalczył dla nas, jak i dla siebie, ten niemal że najważniejszy dla sportowca medal w karierze w kolorze złotym. Nasz młociarz rzucił na odległość aż 81,97 m, co było pokazaniem jego wielkiego talentu, siły i oby coraz mocniejszej psychiki. Sam Mistrz z Sydney, 2-krotny Mistrz Świata i v-ce Mistrz, powiedział, że jedyne słowa, które zdołał z siebie wydusić po tak dobrym występie Pawła brzmiały : " WOOOOOW!". Nie tylko Szymon Ziółkowski i jego rywale poszczędzili jakichkolwiek innych komentarzy dot. występu Polaka, ale my, kibice, też nie potrafiliśmy rzec nic innego jak : "Wow, Fajdek!". Fajdek - Fighter. Był jednym z faworytów do złota olimpijskiego w Londynie, ale niestety jego występ nie zakończył się zdobyciem jakiegokolwiek medalu na tej imprezie. To nic poza brakiem doświadczenia na zawodach tej rangi i, niestety, dość słabej psychice naszego reprezentanta. Jednak pod wodzą Cybulskiego, do 2012 roku trenera "Ziółka", jak i wcześniej Anity Włodarczyk, nasz młody zawodnik jest w stanie zapanować nad sobą, emocjami i dać z siebie wszystko, co tylko możliwe. Tak było i teraz. Wielkie gratulacje, Pawle! Zastanawiający jest tylko fakt, ile Fajdek wytrzyma z trenerem Cybulskim... 37-letni "Ziółek" nie wszedł do ścisłego finału. W 2001 roku wywalczył złoto na MŚ, zostając tym samym najmłodszym, bo wtedy 25-letnim, mistrzem w rzucie dyskiem. Wczoraj ten wynik został poprawiony przez kolejnego z Polaków, Pawła, który przecież ma 24 lata!

A dziś swój kolejny medal, tym razem znów srebrny, wywalczył dyskobol - Piotr Małachowski. Dla Piotrka może to być niestety niezbyt satysfakcjonujący start, chociażby z tego względu, że jedyny złoty krążek, jaki ma, to ten z Mistrzostw Europy z Barcelony 2010 roku. Choć jestem pewna, że i z tego srebra bardzo się cieszy. Jednak kolejna wygrana Roberta Hartinga może trochę podciąć skrzydła. To trochę jak starcia Radwańskiej z Azarenką albo Williams.. I dobrze powiedział Sebastian Chmara w studio przed startem, nasz dawny utalentowany wieloboista, że wyniki z sezonu nie zawsze chodzą w parze z występami na najważniejszych imprezach. Piotrek do tej pory ma najlepszy wynik sezonu, który wynosi ponad 71 m, a pokonał nim.. no właśnie, samego Niemca Hartinga. Trzeci był kolejny z 3 Mistrzów - Estończyk, Gerd Kanter. Ale co by dużo nie mówić, to i tak wynik i walką, którą zapewnił nam do ostatniego rzutu - godne podziwu. Drugi z Polaków - Robert Urbanek- zajął 6 miejsce, czyli te w ścisłym finale. O tym marzył nasz młody dyskobol i to, czego chciał - osiągnął.

Dobry występ zapewnił nam też Marcin Lewandowski, który był dziś 4. w finale 800m. Fakt, to najgorsze miejsce dla sportowca. Dla "Lewego" tym bardziej, gdyż przed dwoma laty zajął również to pechowe czwarte miejsce. Jednak dodam na pochwałę, że styl i technika w jakim Marcin biegł, były zdecydowanie na plus, w ubiegłych latach nasz biegacz dawał się zamykać, biegnąc po wewnętrznej części bieżni. Tym razem objął taktykę, jaką powinien biegać od dawna: trzyma się swojego tempa, nie daje się zamknąć przeciwnikom, a jeżeli chodzi o sam bieg, to trzyma się bardziej zewnętrznej części. Fakt, w ten sposób robi więcej niż 800 m, ale wcale nie wychodzi mu to na gorsze. Może gdyby Lewandowski wybiegł dzisiaj szybciej, zaraz po 600 m z grupy i zaczął się zbliżać przeciwników, to Brytyjczyk nie zgubiłby jego tempa i nie wybiłby Marcina z rytmu, a wtedy, kto wie, może i mielibyśmy brąz w wykonaniu kolejnego Polaka. Ale cóż, mi się łatwo mówi, a to przecież nie ja biegłam, to on musiał dać z siebie wszystko- i dał. Osiągnął najlepszy wynik w sezonie, wyprzedził Francuza Bossa i Amerykanina Duane'a Solomona, którzy byli bitymi faworytami na medale. Szczególnie Amerykanin.. I do tego finisz, który nigdy nie był mocną stroną Polaka, dziś wyszedł mu w najlepszej odsłonie, jaką mógł sobie sam Lewy wymarzyć.


Skok o tyczce zawaliła Anna Rogowska, co było do przewidzenia... A złoto zdobył kto? No jak to, kto? Oczywiście, że Elena Isinbajewa! To ona dziś wykazała się silną wolą, zimną krwią i doświadczeniem długoletniej skoczkini. Wśród mężczyzn Renaud Lavillenie znów znostał pokonany. Tym razem niestety nie przez Polaka, Pawła Wojciechowskiego, jak przed dwoma laty, który nie przyjechał do Moskwy z powodu ciągnącej się właśnie od 2 lat kontuzji, a przez młodego Niemca, którego wspomniałam we wcześniejszym wpisie - Raphaela Holzdeppe. Brąz zdobył weteran tego sportu, 36-letni Bjoern Otto.


Jutro będziemy mieć szczęście z oglądaniem naszych reprezentantów. Rano zobaczymy Anitę Włodarczyk, a godzinę po rozpoczęciu jej rywalizacji - kulomiota, Tomka Majewskiego. To są chyba ostatnie szanse na medal, bo Karolina Tymińska swojego występu też nie może zaliczyć raczej do udanych. 4, jak i 2 lata temu zajmowała 4. miejsca na Mistrzostwach Świata, liczono, że teraz wskoczy trochę wyżej, chociaż o tę jedną pozycję. Nie udało się, była dziewiąta.

Na sztafety chyba nie mamy co liczyć, w 2007 roku zakończyły się dobre czasy naszych biegaczy na 400 m w sztafecie.
 

 
Wczoraj już wspomniałam o tym. Jutro Królowa sportu będzie świętować rozpoczęcie się kolejnych Mistrzostw Świata, tym razem na moskiewskim stadionie. Dla kogo Rosja okaże się szczęśliwa? Czy Usain Bolt znów nie da szans swoim przeciwnikom? A może nasi Mistrzowie obronią medale sprzed 2 lat? Jak myślicie, ile medali zdobędą nasi reprezentanci na tej bardzo ważnej imprezie? Jak już wspomniałam wczoraj, najbardziej liczę na dyscypliny siłowe, w tym oczywiście na naszego dwukrotnego mistrza olimpijskiego - Tomasza Majewskiego. Anita Włodarczyk, Piotrek Małachowski, Szymon Ziółkowski, Fajdek... 4 pierwsze nazwiska są nam bardzo dobrze znane. To są zawodnicy utytułowani, ale też zawodnicy, którzy mają za sobą już dużo lat pchania, rzucania...nie będzie to dla nich łatwe wyzwanie, największe szanse z plejady mocarzy ma chyba kulomiot Tomek. Patrząc na formę jego największych przeciwników, to zagrozić może mu oczywiście ten równie doświadczony Amerykanin Hoffa i jego młodszy kolega. Aż do Diamentowej Ligi w Londynie nie było widać rywali, którzy mogliby przeciąć nadzieje Polaków na medal w tej dyscyplinie. Chociaż jak wiemy, wszystko okaże się dopiero po zakończeniu finału. Najważniejsze, by Majewski pchnął ponad to magiczne 21 metrów.

Skoki o tyczce... nie sądzę, żeby Anna Rogowska mogła zagrozić swoim przeciwniczkom. Chyba, że jej rezultaty z tego sezonu, to tylko ściema przed imprezą w Moskwie. Jelena Isinbajewa chce tutaj sięgnąć po kolejny już w swojej karierze złoty medal. I może jej się to udać.

Jak pamiętacie mamy z ubiegłych mistrzostw złotego medalistę, mianowicie - Pawła Wojciechowskiego. Niestety, zapewne wiecie też, że Paweł przeszedł ciężką kontuzję i na igrzyskach niewiele udało mu się ugrać. Tam, jak i pewnie w Rosji największą rolę powinien odgrywać Reno Lavilennie, Björn Otto oraz Raphael Holzdeppe. Francuz chce pokazać, że rok po igrzyskach nadal skacze na najwyższym poziomie.

O medale mogą jeszcze powalczyć Lewandowski z Kszczotem na 800 m, o ile Adam pojedzie do Moskwy.

Nie wiem, na kogo możemy jeszcze liczyć, nie mam zbyt wielu faworytów na jakikolwiek medal. Oczywiście jest jeszcze Artur Noga, wspomniany wczoraj.
W skoku wzwyż wśród kobiet swoją klasę pokażą pewnie Ukhov i Blanka Vlasic. Cóż więcej?

Usain Bolt teoretycznie nie ma z kim walczyć, może jedynie z młodym Francuzem, który w ciągu ostatnich 2 lat napsuł mu trochę krwi. Jego główni rywale - Johannes Blake, Tyson Guy, Asafa Powell, zostali przyłapani na stosowaniu dopingu.

To niszczy obraz tego pięknego sportu, ale liczę, że owe mistrzostwa dadzą nam, jako Polakom i zagorzałym kibicom, wiele satysfakcji i radości
 

 
Polski tenisista po wygranej we wczorajszym meczu z Kanadyjczykiem Dancevicem 7:6 3:6 6:4 zmierzy się z rozstawionym z numerem 4. Rafaelem Nadalem, który także pokonał Kanadyjczyka Levine'a 6:2 6: 0. To Hiszpan jest w teoretycznie lepszej sytuacji, jeśli chodzi o zmęczenie przed spotkaniem z naszym rodakiem, który rozegrał do tej pory 2 trzysetowe pojedynki, trwające ponad 2 godziny. Ale sam fakt, że Jurek zmierzy się z najlepszym z Hiszpanów jest bardzo dobrą wiadomością dla nas, dla kibiców tenisa ziemnego. Ja jednak obawiam się o zdrowie Nadala. Jak wiecie, nie było go w świecie tenisa przez niemal 7 miesięcy, co spowodowały poważne problemy z kolanem. Lekarze mówili Hiszpanowi, że dla jego zdrowia i kariery było by, gdyby nie grał na twardych kortach, a te w Montrealu, a także większość na amerykańskim kontynencie, takimi właśnie są. Ślizgi, które Rafa uwielbia wykonywać, mogą poważnie zaszkodzić jego fatalnej nodze, a skończyć się... nawet przedwczesnym zakończeniem kariery, czego oczywiście bardzo byśmy nie chcieli, prawda? On sam tego by nie chciał. Lecz wierzę w zawodowstwo Hiszpana, jego fizjoterapeutów i doświadczenie, które pozwolą mu tego uniknąć, bo brak takiego zawodnika, to jednak trochę brak jakiejś iskry w tym sporcie.


A nasi debliści, Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski, idą jak burza. Tak, ten sam Mariusz, który nie pojechał do Londynu na najbardziej prestiżowy Wielki Szlem ze swoim deblowym kolegą, ponieważ na jednym z wcześniejszych turniejów musieli kreczować z powodu jego poważnej kontuzji kręgosłupa. Chodziły pogłoski, które nigdy nie wiadomo, czy są prawdziwe, że "Frytka" może już nie wrócić do Marcina i zakończy karierę, zostając jednak nadal przy tenisie, ucząc dzieciaki. Dlatego też na Wimbledon "Matek" pojechał do londyńskie korty trawiaste z Łukaszem Kubotem. Zaszli do 4 rundy, co było nie lada osiągnięciem. A tu nagle, przed ponad tygodniem, dowiedzieliśmy się, że nasza stała para deblowa wygrała turniej i rozegrał swój już 300 MECZ W KARIERZE. 300! To wynik.... to niebagatelny wynik Troszkę te opinie o poważnym stanie Fyrstenberga i jego nagły i bardzo udany powrót do gry "trącą myszką", ale cóż... dziękuję z całego serca chłopakom i życzę powodzenie na zbliżającym się wielkimi krokami US OPEN! Trzymam kciuki z całej siły!

A w sobotę ruszają już lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata, z których, jak prorokował Tomek Majewski, nasi reprezentanci przywiozą 4 medale. Czy Wy też obstawiacie tak małą ilość krążków dla naszych rodaków, czy jednak jesteście bardziej przychylni ku większej ich liczbie? Ja stwierdzam tak: liczę przede wszystkim na siłowe dyscypliny i na naszych 800-metrowców (choć wyniki Lewandowskiego i Kszczota nie powalają na kolana) oraz MOOOŻLIWE, że na dobry występ Artura Nogi, który na Mistrzostwach Polski i poprzedzających ten turniej Diamentowych Ligach, osiągał bardzo ładne wyniki, które były zbliżone do jego rekordu życiowego, który jest też rekordem Polski. Choć źle napisałam. O jego dobry występ się nie boję, ale wiem, że o medal będzie ciężko, bo hmmm... jednak jego najlepszy wynik odbiega trochę od wyników najlepszych płotkarzy świata, a kozia bródka z Polski nie jest coraz młodsza, tylko - coraz starsza. Ale przecież wcale nie jest powiedziane, że wszyscy muszą biegać na swoje rekordy życiowe! Może być tak, że akurat tempo dostosuje się pod tempo Artura i Noga pobiegnie po długo wyczekiwany medal?
 

 
Wiecie, kto ma dzisiaj urodziny? Myślę, że fani tenisa ziemnego i siatkówki z zamkniętymi oczami odpowiedzieliby na to pytanie. Tak! Dziś swoje 32. urodziny obchodzi Król i Mistrz "białego sportu" - Roger Federer, natomiast 24. środkowy reprezentacji Polski z Uniwersjady - Karol Kłos. Czego możemy życzyć naszym ulubieńcom? Przede wszystkim wielu, wielu zwycięstw oraz zdrówka, które sportowcom jest niezwykle potrzebne. Ja ze swojej strony chciałabym także Panu Rogerowi życzyć, aby nadal był tak wspaniałym człowiekiem, szanującym każdego oraz kochającym mężem Mirki i ojcem dwóch cudownych bliźniaczek. A Karolowi, aby zawsze na jego twarzy gościł ten niezapomniany uśmiech, poczucie humoru nigdy nie wygasło, a (tak pozwolę sobie na kolejny kolokwializm) liczne "samojebki" były jeszcze liczniejsze.

Także, Panowie - jeszcze raz: sto dwadzieścia lat, gdy na najwyższym poziomie przez długi, długi czas, a jeszcze Rogerowi, aby do tej swojej formy sprzed roku wrócił już na nadchodzące US Open!
 

 
Ja się mogę przyznać bez bicia, że w momencie, gdy słyszę hymn naszego kraju, a na najwyższym stopniu podium widzę Polaka, mimo wszystko daję za wygraną, ale zazwyczaj tylko wtedy, gdy jestem sama. Prawie zawsze płaczę, ale zdecydowanie nie tylko podczas grania polskiego hymnu narodowego przy dekorowaniu zawodnika bądź zawodników. Po przegranej naszych szczypiornistów na Mistrzostwach Świata przez ostatnie 10 minut trwania meczu kręciłam się na łóżku i płakałam, a kiedy wszystko się zakończyło.. po prostu poryczałam się jak dziecko. Podobnie, jak na IO przegrali siatkarze. To jest normalne, to są emocje, które trzeba przeżywać! To pokazuje mocne powiązanie emocjonalne z ukochaną dyscypliną, krajem czy ogólnie sportem.

Cesar Cielo Filho nie wymuszał płaczu. On zawsze, kiedy tylko stanie i odbierze złoto, słysząc brazylijski hymn - płacze. Zawsze. Roger Federer przez długą karierę, która nadal trwa, po wygraniu jakiegokolwiek z turniejów nie wytrzymywał emocji. A pamiętacie Damiana Janikowskiego, który na Igrzyskach zdobył brąz w zapasach? Ja płakałam razem z nim. Jest wielu sportowców, dzięki którym można wierzyć w piękno, czystość i niesamowitość sportu, którzy poświęcili niemal całe swoje życie po to, by kiedyś może odebrać ten najważniejszy w karierze medal - medal olimpijski. Takich emocji nie należy tłumić. Są one potrzebne. To pokazuje prawdziwą klasę człowieka, jego wielkość i oddanie dla tego, co robi i co kocha, kiedy nie boi się swoich uczuć i natłoku myśli, czy własnie emocji z tym związanych.

 

 
W piątek w konkursie drużynowym nasi skoczkowie spisali się na medal. Stanęli na najwyższym stopniu podium, przy czym nasz "lider", o ile go takim nazwać można, pobił dotychczasowy rekord skoczni w Wiśle im. Adama Małysza na letnim GP, skacząc 1 3 6 metrów! Wielkie brawa dla naszych chłopców, którzy pokazali klasę. A kto zajął ostatnie, 8 miejsce? Czyżby Austriacy? Właśnie.. aż dziw, ale zawsze trzeba pamiętać, że skakała tzw. "druga czwórka" szkoleniowa (choć to nie jest wytłumaczenie), ale przede wszystkim jest to letnie GP, w przyszłym roku Igrzyska Olimpijskie. Sam nasz Mistrz Adam wielokrotnie powtarzał, że te Gran Prix nie jest aż tak ważne jak zimówka, a także skacze się inaczej niż w konkursach zimowych. Chociaż trzeba oddać to, że sam fakt ostatniego miejsca Austrii był bardzo zaskakujący.


Przejdźmy do naszych dość udanych Mistrzostw Świata w pływaniu. Dwa srebrne medale i jeden brązowy. Zdarzały się turnieje bardziej obfitujące w kruszce z brązu, srebra czy też złota, ale cóż, w gruncie rzeczy nie mamy na co narzekać. Wiele było też szans straconych o niewielkie, naprawdę minimalne setne sekundy. Zaczynając od 0,05 do finału Dawida Szulicha w 1. dniach MŚ, później poprzez Radka Kawęckiego, który finał miał o 0,01, dalej idąc przez Pawła Korzeniowskiego, któremu przedwczoraj zabrakło 0,07 do finału, do którego natomiast zakwalifikował się Konrad Czerniak, zdobywając brąz na 100m stylem motylkowym, czy inaczej, jak kto woli, delfinem. Medal srebrny zdobył w piątek także Radosław Kawęcki z Zielonej Góry (tak, muszę powtarzać, że z Zielonej!), przegrywając jedynie o bodajże setną sekundy! Dziś też niespełnione marzenie medalu w sztafecie 4x100 m zmiennym, pokazało, że szczęście czasem dopisuje, a czasem nie... Nasi chłopcy w składzie Kawęcki, Szulich, Korzeniowski, Czerniak, zajęli w swoich eliminacjach 2 miejsce, z czasem lepszym od rekordu Polski, a do finału WESZLIBY z 5 czasem, pokonując np. wicemistrzów olimpijskich - Japończyków. Jednak... jednak nasz najbardziej doświadczony na tych zawodach pływak i zdobywca srebra na 200 motylkiem dopełnił się falstartu. Dopuszczalne są 0,0325 sekundy przy odrywaniu nóg podczas skoku do wody i dotknięciem przez zawodnika dopływającego ściany. A "Korzeń" wskoczył do wody o 0,04, czyli niecałą setną sekundy za szybko, co poskutkowało dyskwalifikacją Polaków w sztafecie... wypadki chodzą po ludziach, szkoda, że w ostatnim dniu mistrzostw.


A teraz kolarstwo i 70. Tour de Pologne. Chociaż o tym mało, dziś chciałabym trochę pomyśleć i podzielić się z Wami przemyśleniami na temat Lance'a Armstronga. Rafał Majka zajął, z tego co mi wiadomo, najgorsze dla sportowca 4. miejsce. Wypadało by pogratulować Polakowi i podziękować za walkę. Chociaż odgrażano się, że Sylwek Szmyd, który nie pojechał na Tour de France, miał wygrać bez problemu ten ważny tour dla Polski. Jednak już na włoskich etapach stracił bardzo wiele. Miał ponoć wielką parę w nogach przed najbardziej prestiżowym z tourów, ale go na niego nie zabrali i dlatego mówiono, że na TdP pokaże, jak się jeździ w Polsce.

Następny etap : Lance Armstrong, ten wielki kolarz, który stracił wszystko. Jak myslicie, słusznie? Bo ja bardzo się nad tym zastanawiam. Urlich, niemiecki kolarz, który ostatnio się przyznał do brania dopingu w latach głównie od '98 XX w., powiedział bardzo ważną rzecz. Jego słowa dotyczyły odebrania, wg niego niesłusznie, Armstrongowi 7 zwycięstw w TdF. Powiedział, iż jemu odebrano wszystko, nie tylko dlatego, że on się przyznał sam do "koksu", ale przede wszystkim w jego próbkach zostało to wykryte. A Lance'owi nic nie odowodniono podczas jego długiej i obfitej kariery i przecież do tej pory, już po jej zakończeniu, nic nie są w stanie mu udowodnić! W jego próbkach nic nie znaleziono do tej pory. Urlich stwierdził, że Armstrong przyznał si tylko i wyłącznie dlatego, że już miał dość walczenia z federacją i kolegami, którzy go wkopali. Ja taką wersję utrzymywałam od samego początku. Chociaż istnieje jeszcze jedna opcja... doping genetyczny, którego jeszcze przez WIELE WIELE lat nie będą potrafili wykryć. Ale czy ten Mistrz kolarstwa posunąłby się do tak nikczemnych zagrań? Nie wiem.. cięzko jest to ocenić. Zresztą w tamtych latach nie było jeszcze dostępu ogólnego do takich rzeczy. Znaczy, nadal go nie ma, ale jednak.. zostawiam Was z "rozkminką" na własny użytek. Ja go nadal cenię bardzo!
 

 
Paweł, ależ przecież nie ma czym się przejmować! Fakt, może trochę demotywującym jest fakt, że od Igrzysk Olimpijskich w 2004 roku każdy kolejny rok poolimpijski przynosi medale naszemu pływakowi, najpierw złoty w 2005 w Montrealu, później w 2009, jak i w tym - srebrne. Cóż.. może tak ma być. Oczywiście wiadomo, że nasz niezawodny zawodnik chciałby na pewno zdobyć ten najważniejszy w karierze każdego sportowca medal, jakim jest medal olimpijski, który zdobyć można tylko co 4 lata, ale... no co poradzić. Może poczynić inne przygotowania? Mi jest to ciężko ocenić.

"Korzeń" przegrał z nikim innym, jak z samym Chadem Le Closem, złotym medalistą z tej samej konkurencji z IO w Londynie, podczas których wygrał (o, uwaga!, 1 setną sekund) z multimedalistą i NAJWIĘKSZYM Z NAJWIĘKSZYCH Michaelem Phelpsem! Więc, co by dużo nie mówić, Paweł - SZACUN się należy za dzisiejszy start. Złoto również było na wyciągnięcie ręki, po 1. "pięćdziesiątce" Polak prowadził, a swoją "koronną" trzecią część dystansu popłynął znakomicie, ale jednak to reprezentant z Południowej Afryki okazał się lepszy. Dzielnie walczył nasz Paweł na ostatnich metrach i to na niego Afrykańczyk kątem oka spoglądał przez 20 metrów przed zakończeniem wyścigu, ale zabrakło Korzeniowskiemu może i sił, ale i dystansu do końca. To i tak dużo wyczyn 27-letniego Polaka.

Niestety można powiedzieć, że "skopał" swój start Konrad Czerniak, na którego, muszę szczerze się przyznać, baaaardzo liczyłam na tych mistrzostwach. Był przedostatni w półfinale i popłynął, właściwie, nie oszukując się, gorzej niż spodziewać by się sam tego mógł nasz pływak. Jak to powiedział pan Sylwester, komentator na Eurosporcie - "...) i co? I nie wyciągnęli żadnych wniosków po olimpiadzie i startu przed dwoma laty?" Właśnie. 2 lata temu Konrad był 9, nie zakwalifikował się do finału Mistrzostw Świata, natomiast rok temu na IO w finale też nie poszło mu tak, jakby tego chciał jego trener i kibice, a przede wszystkim on sam. Rzeczywiście po nieudanych, można przyznać bez łgania, ostatnich latach polskiego pływania, powinno się wyciągnąć poważne wnioski i coś z tego wyciągnąć i zacząć działać w jakiś inny sposób. Mieliśmy niezawodną Otylię Jędrzejczak, siedmiokrotną medalistkę MŚ, mamy Pawła Korzeniowskiego, jest jeszcze Radek Kawęcki, któremu zabrakło setnej sekundy do finału, ale to akurat był dość udany start naszego zielonogórzanina. Ale co z tego? Owszem, mamy młodych, dzielnych i walczących reprezentantów. Widać to po osiągnięciach. Ale jakby przyjrzeć się światowej czołówce, która przecież też nie jest stara, szczególnie wśród kobiet!, to wyniki Polaków nie stoją na najwyższym poziomie. Choć półfinałów w tym roku mieliśmy rzeczywiście sporo, bądź przegranych o niewielkie setne sekundy. Ale to nadal za mało. Może nie jest najgorzej... ale dobrze tez nie jest. Trochę zajechało prywatą, choć mam wrażenie, że chociaż część z Was się z tym może zgodzić.
 

 
Paweł Korzeniowski z trzecim czasem wszedł do finału 200 metrów motylkiem - jego koronny dystans. Polak pokazał klasę i to, że jeszcze ma zapas na finałowy "wyścig" z najlepszymi. Po pierwszej 50-tce zajmował 4. pozycję, ale już po niej zaczął wysuwać się na czoło stawki i płynął już tak aż do końca, podczas gdy właśnie pod koniec zaczął się rozglądać za rywalami - i zwolnił. Można powiedzieć - stary wyjadacz nie dał sobie w kaszę nadmuchać. Oby przygotowanie było na tyle dobre, że ten owy zapas rzeczywiście ma i dopiero w finale przedstawi nam, jak potrafi pływać były mistrz świata z Montrealu i wicemistrz z Rzymu. Na swoim koncie ma znacznie więcej osiągnięć, ale ciężko było by je teraz wszystkie wymienić.

Natomiast dziś w finale 1500 m popłynęła znana już nam z Igrzysk Olimpijskich w Londynie Amerykanka Katie Ledecky, ustanawiając nowy rekord świata aż o (bagatela!) 6 sekund! Dzielnie walczyła z nią starsza o 9 lat 25-letnia Dunka Lotte Friis. Zgubiło ją prawdopodobnie tempo, które sama sobie narzuciła, a było ono bardzo szarpane, co dla pływaczki okazało się zbyt męczące. Ale wielkie brawa należą się Katie, oby to rzeczywiście był czysty talent w młodym ciele tej zawodniczki, bo przyszłość może ona mieć niczym sam Michael Phelps. Przecież Ledecky ma zaledwie 16 lat...